Słyszałaś kiedyś o wędrujących kamieniach? Może myślisz, że to mit albo jakaś miejska legenda…
Znalazłam dziś w Warszawie, koło metra Wilanowska, ten oto kamień z Iławy.
Zabrałam go na przejażdżkę metrem do centrum w okolice Pałacu Kultury i Nauki.
I tak sobie myślę, że ja – wychowana na bajkach o wędrowcach:
o Koziołku Matołku, co ruszył do Pacanowa,
o Pyzie Wędrowniczce, co poznawała świat,
o Stasiu i Nel, którzy byli W pustyni i w puszczy, o baśniach tysiąca i jednej nocy – że to właśnie ja znalazłam taki symboliczny kamień z rysunkiem i podpisem PKiN. To jak list od Wszechświata.
Przypadek? Nie sądzę.
Bo ja też kiedyś przywędrowałam do Warszawy.
Wszystko jest po coś ale nie zawsze od razu wiadomo po co.
Kamień ruszył dalej w drogę. Niech znajdzie kolejnego wędrowca.
A ja z ciekawością ruszam w swoją drogę.
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM