Ławeczka

Dziś rano słuchałam opowieści kobiety, która przeprowadziła się z Kalifornii do Włoch.Mówiła o tym, jak bardzo zmieniło się jej podejście do dobrostanu.W USA wellness i wellbeing stały się całym przemysłem. Żelki antystresowe, kamizelka obciążeniowa (nie wiem co to jest ale tak mówiła: weighted vest), specjalistyczne masaże, coraz lepsze siłownie… I tylko w kalendarzu coraz mniej miejsca na samo życie.We Włoszech wszystko okazało się zaskakująco proste.Proste jedzenie, dużo chodzenia, rozmowy z ludźmi, słońce i morze.I jeszcze coś.Przestała się dziwić, że w środku dnia wszystko jest zamknięte na kilka godzin. Nikt nie robi afery, że właśnie teraz nie może czegoś kupić. Kupi później.Oraz odkryła dolce far niente czyli słodycz nicnierobienia. Mówiła o tym jak bardzo lubi tak po prostu patrzeć i obserwować ludzi. I wtedy przypomniały mi się obrazki z dzieciństwa.Ławeczki przed domami a na nich ludzie siedzący obok siebie i rozmawiający…

0 Komentarzy

9 pokoleń

Spotkałam niedawno mojego znajomego z liceum. Nie widzieliśmy się od wielu lat. Po skończeniu liceum pojechaliśmy w różne strony Polski. Ja wyjechałam na północ, on na południe. Trochę jak bohaterowie serialu "Północ - Południe": Orry Main i George Hazard.Ale nie o tym chciałam dziś napisać.Zapytałam Grzegorza, co u niego słychać i opowiedział mi o swojej pasji, którą zajmuje się już od piętnastu lat. To genealogia. Przegląda stare archiwa, odczytuje dawne księgi i szuka przodków. A najbardziej fascynuje go odkrywanie koligacji między ludźmi. Szuka różnych powiązań, tych oczywistych i tych, których nikt by się nie spodziewał.Okazało się, że odnalazł nawet powiązania między osobami z naszej klasy z liceum. Można pokusić się o stwierdzenie, że wszyscy jesteśmy jedną, wielką rodziną. Kilka dni temu przesłał mi moje drzewo genealogiczne. 9 pokoleń. Slownie: dziewięć!! Nieźle, co ? Kawał historii. Patrzyłam na te rozgałęziające się…

0 Komentarzy

Spotkania

Siedziałam w sobotę przy ognisku w Leśnym Zakątku i patrzyłam w ogień. Słuchałam, jak cicho trzaskają iskry i pomyślałam, że chyba najbardziej lubię właśnie takie chwile. Przy ognisku historie płyną inaczej. Jest w nich więcej ciszy i więcej uważności. Mniej pośpiechu. A człowiek staje się jakiś ciekawszy.Może dlatego kilka godzin wcześniej, kiedy zamknęłam książkę „Notatki z podłogi”, pomyślałam o czymś, co zdarzyło mi się drugi raz w tym życiu.Chciałabym poznać człowieka, który ją napisał.Nie tylko przeczytać kolejny wywiad czy obejrzeć zdjęcie na okładce, ale usiąść gdzieś obok, posłuchać, jak opowiada o świecie i o tym, co doprowadziło go do napisania właśnie tej historii.Pierwszy raz miałam takie pragnienie po przeczytaniu „Czarodzieje mogą wszystko”. I to spotkanie rzeczywiście się wydarzyło. Było piękne. Mam nadzieję, że tym razem również los ułoży taką możliwość.Pomyślałam dziś, że mam niezwykły przywilej żyć w czasach, w których…

0 Komentarzy

Ach, co to był za ślub

Ach, co to był za ślub…Piękni, dojrzali, zakochani.Sylwia i Michał. Żabcia i Strażak.Myślicie, że takie historie zdarzają się tylko w bajkach? A może życie potrafi napisać scenariusz, na który żaden bajkopisarz by nie wpadł?Michała znam jeszcze z ubiegłego tysiąclecia. Wiem, wiem brzmi poważnie i bardzo odlegle, a to po prostu czasy liceum. Sylwię poznałam kilka lat temu.W pierwszą sobotę lipca Anno Domini 2026 wzięli ślub. I to był jeden z tych dni, kiedy z ogromną przyjemnością patrzy się na dwoje ludzi. Słucha, jak wypowiadają słowa przysięgi - pewnie, spokojnie i z czułością. A pomiędzy kolejnymi zdaniami można usłyszeć coś jeszcze. Wzruszenie. Wdzięczność. Świadomość drogi, którą przeszli.Później, już podczas przyjęcia weselnego opowiadali o początku swojej historii. O spotkaniu sprzed kilku lat. O tym, co ich połączyło. O pozornych przypadkach, które z perspektywy czasu wcale przypadkami nie są. O tym, że niektóre…

0 Komentarzy