Jak niemal w każdą niedzielę rano poszłam z przyjaciółką do lasu.
Beata przyniosła dla nas po pączku. Ale nie takim zwykłym, kupionym przy okazji w markecie. To był pączek wyjątkowy zarówno w smaku, jak i w uważności, która za tym stała. Dzień wcześniej pojechała na bazarek do pani, która od lat robi pączki domowym sposobem. Z drożdżowego ciasta, z prawdziwymi śliwkowymi powidłami, bez pośpiechu i bez skrótów.
Usiadłyśmy nad wodą. Wokół las. Śpiew ptaków.
My i dwa pączki ze śliwkowym nadzieniem.
I nagle poczułam wdzięczność za całą drogę, którą ten pączek musiał przejść, żeby znaleźć się w moich dłoniach.
Za kobietę, która go upiekła. Za zboże dojrzewające w słońcu. Za rolnika, który je zasiał.
Za dłonie, które zamieniły ziarno w mąkę.
Za kury i jajka, które trafiły do ciasta.
Za śliwy uginające się pod owocami.
I za przyjaciółkę, która zadbała o to, byśmy mogły przeżyć tę piękną chwilę.
Zjadłyśmy powoli, bez pośpiechu. Delektowalysmy się smakiem i obecnością.
Dolce far niente w leśnej scenerii.
Pomyślałam wtedy, że może właśnie o tym jest życie.
Idziemy swoją drogą. Czasem w słońcu, czasem w deszczu. Czasem słyszymy śpiew ptaków, a czasem hałas silników. Jest czas na pracę i na odpoczynek. Bywa wysiłek i lekkość.
Ale niezależnie od okoliczności warto tak ustawiać swoje priorytety, żeby znaleźć czas na własnego „pączka” w wersji dolce far niente.
Na różnych etapach życia ten pączek będzie miał inne nadzienie.
Czasem różane a czasem śliwkowe.
Czasem pistacjowe, takie trochę bardziej egzotyczne.
A czasem po prostu z dziurką.
Pączek na miarę czasów, możliwości i tego, czego akurat najbardziej potrzebujemy.
Ten mój był ze śliwkowymi powidłami, lasem i przyjaźnią.
A z czym jest dziś Twój życiowy pączek?
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM
Mój paczkę był w kształcie serca.
Szkoda tylko że nie zrobiłam fotki był baaardzo smaczny i nadziewany.
Pychota do kawusi.
A kupiłam w Wąchocku
(słynnym mieście 'cudów ”
To jest stara piekarnia Sajeckiego’i pieką w/g starych receptur.
Wszystkie wypieki są bardzo smaczne