Uwielbiam weekendowe rozmowy przy śniadaniu. Bez pośpiechu. Z kubkiem kawy i przestrzenią na wspomnienia.
Ostatnio, właśnie przy takiej porannej pogawędce, wróciła do mnie historia z dzieciństwa. Z dawnych lat, gdy jeszcze nie chodziłam do szkoły i często bywałam u Babci Gieni.
Babcia miała kurki i koguta. A wśród nich był też mały liliputek. Mały ale z wielkim charakterem. Był zadziorny i odważny. Wiecie… taki postrach dzieci.
Często próbował mnie dziobać. A gdy nie mógł dosięgnąć z ziemi, wdrapywał się na drabinę i skakał mi na głowę. Uciekałam wtedy do Babci z krzykiem, a czasem ze łzami. A ona patrzyła na mnie z troską i pytała spokojnie:
„I co z tym zrobić? No co?”
To pytanie powtarzało się kilka razy. Aż któregoś dnia odpowiedziałam sama:
„Wiem. Wezmę bacik i go pogonię.”
I tak zrobiłam.
Od tamtej pory mogłam chodzić po podwórku bez strachu. A kogut nigdy już się nie odważył mnie zaatakować.
Dziś myślę o tym jako o moim pierwszym… coachingu.
Kiedy zamiast gotowej odpowiedzi dostałam pytanie. Kiedy sama znalazłam rozwiązanie. I kiedy poczułam, że mam w sobie więcej siły, niż sądziłam.
Uwielbiam takie powroty do dzieciństwa.
Myślę nawet, że kryją w sobie lekcje, które pracują we mnie do dziś.
A Ty jakie wspomnienie z dzieciństwa nosisz w sercu do dziś?
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM