Zasnęłam wczoraj około 20.00. Obudziłam się dziś po 7.00.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak głęboko i długo spałam .
Jakieś przeziębienie krąży w powietrzu ale dopóki termometr nie pokazuje 40 stopni Celsjusza to życiowa bieżnia mówi „dajesz”.
Sen przyszedł jak ciepły koc, który bez słów mówi: „Już nic nie musisz, teraz ja się tobą zaopiekuję.”
Wciąż się uczę, że nie wszystko trzeba zdobywać, kupować, udowadniać.
Że to, co najprostsze – potrafi najskuteczniej uzdrawiać.
Światło słońca.
Przyjacielskie słowo.
Zimny prysznic o poranku.
Ciało w ruchu.
Dłonie na skroniach w spokojnym automasażu.
Oddech.
Kilka minut spaceru bez celu – na odpoczynek.
Ale sen….
Sen to jak powrót do źródła. Jak rozmowa z czymś większym, co mówi: jesteś, żyjesz, wystarczysz.
Niech dziś będzie delikatnie.
Z wdzięcznością za to, co darmowe i prawdziwe.
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM