You are currently viewing Popielata

Popielata

Mój sobotni poranek pachniał truskawkami.
Jak co tydzień byłam na bazarku. Lubię ten rytuał. Lubię luźne rozmowy z sąsiadami, koszyki pełne kolorów, dłonie sięgające po najdorodniejsze owoce. A najbardziej lubię ten moment w roku, gdy zaczyna się sezon na truskawki – najbardziej czerwony, najbardziej pachnący i najbardziej smakowity ze wszystkich sezonów.
Potem przyjdzie czas czereśni. Też wyczekany.
Ale na razie jesteśmy w truskawkowym raju.
Siedziałam więc z miską truskawek i smakowałam czerwień. Taką soczystą, pewną siebie, taką, która nie przeprasza za swoją intensywność.
Wtedy napisała do mnie koleżanka.
Wymieniłyśmy kilka zdań o życiu. Takich zwyczajnych i niezwyczajnych zarazem.
I napisała:
– Ostatnio czuję się popielata.

Tak właśnie napisała. Nie szara. Nie bura. Nie beżowa. Nie bezbarwna.
Popielata.
Zatrzymałam się przy tym słowie.
– A popielaty u Ciebie to osobny kolor czy mieszanka bieli i czerni? – zapytałam.
– Osobny – odpowiedziała.
I został ze mną ten kolor taki zawieszony w powietrzu pomiędzy czerwoną truskawką a popielatą kobietą.

Pomyślałam… może są w życiu takie chwile, kiedy nie jesteśmy ani światłem, ani cieniem. Ani radością, ani smutkiem. Ani początkiem, ani końcem. Ani białym, ani czarnym.
Jesteśmy popielate.
Nie mniej ważne. Nie mniej piękne. Po prostu cichsze.
Jak popiół, z którego kiedyś był ogień. I być może jeszcze będzie.

Popielata kobieta przypomniała mi dziś, że nie każdy etap życia musi być czerwony jak truskawka. Czasem wystarczy pozwolić sobie być dokładnie w takim kolorze, jaki właśnie nosi serce.

Podoba Ci się moja twórczość?

ZOSTAŃ PATRONEM

Dodaj komentarz