Usłyszałam kiedyś na webinarze Ewy Foley historię o mnichu albo szamanie do którego jechali gdzieś bardzo , bardzo daleko, chyba w Meksyku a on długo milczał i w końcu wypowiedział tylko jedno zdanie:
„Let it go, let it go. „
Tylko tyle. Albo aż tyle.
Pomyślałam, hmm…. o czym to może być ??
Wraca to zdanie do mnie często.
Ostatnio coraz częściej.
Na przykład w sytuacjach gdy chciałabym komuś pomóc a ta osoba nie chce i znajduje mnóstwo wymówek bo nie jest w danym momencie gotowa.
I wtedy przychodzi: let it go
O czym to wtedy jest?
Może o braniu odpowiedzialności za kogoś, kto jej nie chce ?
Wyczerpujące. Potrafi przygnieść.
Szybko zaczyna boleć kręgosłup. Emocjonalny, psychiczny, duchowy.
Bywa, że próbujemy pomóc z dobrej intencji — troski, empatii, miłości .
Ale wtedy zaczynamy decydować za tę osobę. Naprawiać za nią.
A przecież nie o to chodzi .
To jak w takim razie zauważyć granicę gdzie przejmujemy odpowiedzialność za kogoś a gdzie jest tzw. zdrowa odpowiedzialność?
Odpowiedź jest prosta :
– Jak najszybciej
Zdrowa odpowiedzialność to świadomość, gdzie kończę się ja, a zaczyna drugi człowiek.
To odwaga, żeby zobaczyć, że nie wszystko da się naprawić, zmienić.
I że nie wszystko trzeba.
A czasem największym aktem miłości lub przyjaźni jest… puścić.
Nie trzymać siebie w roli wybawcy, która tylko drenuje z sił.
Let it go.
Nie jako rezygnacja.
Ale jako zaufanie.
Do życia.
Do procesu.
Do tego, że każdy z nas ma swoją drogę. I swoją odpowiedzialność.
Zaufanie, że drugi człowiek ma w sobie siłę.
Nawet jeśli jej jeszcze nie widzi.
A Ty?
Za co dziś trzymasz odpowiedzialność, która nie jest Twoja?
I co by się stało, gdybyś pozwolił / pozwoliła ją puścić ?
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM