You are currently viewing See you again!

See you again!


Za kilka godzin wsiądziemy do samolotu i każda z nas poleci w swoją stronę. Ale zanim lotnisko, samolot i kilkanaście godzin podróży to mamy dwie możliwości. A czasem nawet więcej, tylko jeszcze ich nie widzimy.

Wkrótce zachód słońca i dziewczyny z naszej grupy wybierają: basen na dachu hotelu z widokiem na ocean albo plażę.
Widok z góry na zachód słońca czy spotkanie twarzą w twarz.
Ja wybieram plażę.
Dziś wracamy do domu i chcę się pożegnać.
Z oceanem, z tym czasem na wyspach i z tą podróżą do siebie pięknie przez Kasię i Agę nazwaną: Intu_nezją.
Widziałam już wiele zachodów słońca a jednak każdy z nich zatrzymuje mnie na nowo.
Jakby świat mówił:
„Popatrz jeszcze raz. To się już nie powtórzy.”

W drodze nad ocean spotykamy różnych ludzi, turystów, sprzedawców, dorosłych i dzieci biegające dzieci, nowożeńców podczas sesji zdjęciowej na plaży, młodzież puszczającą latawce.
Myślę o spotykanych na drodze życia ludziach.
O spojrzeniach, o tym, gdzie czuję się widziana.
Są miejsca, w których obecność jest lekka i
naturalna.
Nie jak w szkolnej ławce, kiedy lepiej było zniknąć.
Tu ktoś mówi: „cześć”, „jak się masz?”, „skąd jesteś?”
I to nie jest pytanie z obowiązku.
To jest zaproszenie do istnienia.
Jest uśmiech i jest kontakt.
Jest człowiek.

Wracam myślami na plażę i do oceanu bo słońce schodzi coraz niżej.
Ocean oddycha spokojnie a fale delikatnie dotykają moich stóp.
Zapamiętuję to przyjemne uczucie.
Latawce tańczą na niebie.
Stoimy razem. Te, które wybrały plażę.
Spontanicznie wszystkie zaczynamy machac do słońca, do oceanu i do tej chwili.

Krzyczymy w przestrzeń:
„Bye bye!”
„See you again!”
„Dziękuję!”
I wtedy dzieje się coś… co trudno wytłumaczyć, ale łatwo poczuć.
Ocean odpowiada.
A właściwie ludzie.
Kilkanaście osób z różnych stron świata, którzy kapią się w ocenie.
Jakby wysłannicy czegoś większego.
Machają, uśmiechają się i krzyczą:
„Thank you!”
„Bye bye!”
„See you!”
I nagle wszystko jest połączone. Aż przechodzą mnie ciarki.
Może tak właśnie działa świat kiedy naprawdę jesteśmy obecni?


Magia.

Podoba Ci się moja twórczość?

ZOSTAŃ PATRONEM

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Małgorzata

    Czytając Elu Twoją opowieść przypomniał mi się mój moment powrotu z Cypru i procesu, który się wydarzył we mnie. Piękne te Twoje opowieści. Nie wszystkie przeczytałam, ale są takie jak dziś. Te które się pojawiają i czuję, że są mostem łączącym nasze doświadczenia. Do zobaczenia 😘

    Pomiędzy wodą a niebem
    Samolot unosi się powoli nad wyspą. Jeszcze chwilę temu byłam na ziemi, wśród ludzi, rozmów, śmiechu i zmęczenia podróżą. Teraz patrzę przez małe okno i widzę coś, co zatrzymuje mnie na moment w zupełnej ciszy. Wodę. Na początku jest blisko. Rozlana szeroko pod skrzydłami. Błękit przechodzi w błękit, jakby morze i niebo nie chciały się od siebie oddzielić. Robię zdjęcia jedno po drugim, jakbym chciała zatrzymać ten obraz na dłużej. Ale im wyżej wznosi się samolot, tym bardziej wiem, że niczego nie można zatrzymać. Woda pozostaje tam, gdzie jest. Ja lecę dalej. I wtedy pojawiają się łzy. Nie są ciężkie. Nie są dramatyczne. Są ciche. Jak wdzięczność, która nagle przypomina sobie o wszystkim, co wydarzyło się po drodze. Patrzę na ogrom wody i czuję, że przez długi czas była moim przewodnikiem. Pojawiała się w snach, w obrazach, w emocjach. Była w łzach, w strachu przed zanurzeniem głowy, w chwilach, kiedy serce uczyło się oddychać spokojniej. Prowadziła mnie jak żywioł. Jak matka. A teraz patrzę na nią z góry i czuję coś jeszcze. Jakby to był moment przejścia. Nie pożegnanie na zawsze, ale jak ciche uznanie drogi, która już się wydarzyła. Może woda nie musi już prowadzić mnie za rękę. Może teraz jest po prostu częścią świata, który istnieje wokół mnie i we mnie. Tak jak oddech. Tak jak głos. Tak jak słowa, które kiedyś były trudne, a dziś potrafią pojawić się same. Kocham cię.
    Samolot wznosi się wyżej. Morze powoli staje się mniejsze, ale jego kolor nadal łączy się z niebem. Jakby przypominało, że wszystko, co istnieje, jest częścią większej całości. Wdzięczność miesza się z tęsknotą. Może tęsknota jest naturalną częścią przemijania. A może jest tylko mostem między tym, co było, a tym, co dopiero się wydarzy. Bo żeby iść dalej, trzeba czasem podziękować temu, co prowadziło nas przez drogę. I pozwolić, żeby dalej prowadziło już coś innego. Może zaufanie. Może własny głos. Może samo życie. Gdzieś pomiędzy wodą a niebem.

    1. Piękna ta Twoja opowieść o wodzie, niebie, połączeniu i wdzięczności.
      Dziękuję, że dzielisz się swoimi refleksjami.
      Do zobaczenia

Dodaj komentarz