Uwielbiam moje coffee mornings czyli poranne lekcje angielskiego z Marią i Izą.
Wczoraj poleciałyśmy w rozmowie daleko. Rozmawiałyśmy o długich lotach, zmianach stref czasowych i o tym, jak jet lag potrafi pomieszać dzień z nocą.
Przy okazji odkryłam, że mam własną miarę długości lotu.
I nie są to ani kilometry ani godziny.
Są to filmy.
Krótkie loty zwykle nie mają nawet telewizorków a jeśli jest ekran to czasu wystarczy na jeden film. Średnie loty to dwa obejrzane filmy. Długie loty to trzy filmy.
A mój najdłuższy lot? To był lot z przesiadką. Dwa filmy, potem trzy filmy. i jeszcze drzemka gdzieś pomiędzy.
Lubię takie odkrycia. Każdy z nas mierzy świat po swojemu. W kilometrach, w godzinach, podróżach, w historiach obejrzanych wysoko ponad chmurami, w ciekawych spotkaniach lub w uśmiechach.
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM