You are currently viewing Koncert

Koncert

Wracałam kiedyś z Warmii do Warszawy i niebo zrobiło wtedy taki spektakl z chmur, że aż musiałam się zatrzymać i zrobić zdjęcie.
Dziś znów trafił mi się podobny spektakl. Tym razem jednak niebo było tylko częścią historii.
Byłam ze znajomą na koncercie w pałacu. Ale zanim weszłyśmy na koncert, doznałyśmy i kultury i awantury.
Pojechałyśmy wcześniej, bo wokół pałacu jest piękny park. Idealne miejsce na spacer, rozmowę i trochę ruchu wśród natury. Koncert miał być o 17:00, więc miałyśmy ponad godzinę na nasze pogaduchy i niespieszne wędrowanie.
Kiedy zbliżała się 17:00, ruszyłyśmy w stronę pałacu i dziesięć minut przed koncertem byłyśmy gotowe wejść, usiąść i zasłuchać się w muzykę.
Zapowiadało się wspaniale.
Czterech muzyków: skrzypce, drugie skrzypce, altówka i wiolonczela.
Tylko że… drzwi były zamknięte.
Przy klamce napis:
„Aby otworzyć, przekręć w lewo”.
Przekręcałyśmy ale drzwi ani drgnęły.
Kilka czy kilkanaście osób za nami również poczuło podobne ukłucie rozczarowania.
W końcu ktoś z obsługi uchylił drzwi i wyjaśnił, że wszystkie miejsca na widowni są już zajęte i kolejnych osób nie mogą wpuścić.
Taki koncertowy overbooking.
Tyle że… bilety były darmowe.
Usiadłyśmy więc na ławce obok i przez chwilę słuchałyśmy nie tylko tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami, ale też rozmów rozczarowanych słuchaczy.
A te były naprawdę ciekawe.
Od:
„No tak, miało być wino i owoce, a jest jak zwykle… wódka i ogórki…”
po bardzo oburzone:
„A kimże pan jest, żeby mi mówić, że nie mogę tam wejść?!”
Pomyślałam wtedy, że czasem samo życie potrafi napisać całkiem niezły scenariusz.
A ponieważ w pałacu było otwarte okno, a my miałyśmy wygodne miejsce z pięknym widokiem na staw i chmury, uznałyśmy, że właściwie .. to możemy posłuchać koncertu w plenerze.
I popłynęła muzyka, popłynęły obłoczki po niebie a pomiędzy nimi śpiewały ptaki.
Koncert za oknem okazał się całkiem dobrym koncertem.
Po chwili obok nas usiadły jeszcze dwie panie. Jedna z nich chyba jednak nie była szczególnie zainteresowana muzyką, bo co chwilę coś mówiła.
I wtedy ta druga, spokojnym głosem, powiedziała:
„Popatrz, ciociu, jak pięknie przesuwają się chmury. Obserwuj.”
I pomyślałam, że może właśnie o to chodzi i że nie zawsze trzeba się dostać tam, gdzie zamierzałyśmy.
Czasem wystarczy usiąść na ławce, popatrzeć w niebo i posłuchać muzyki przez otwarte okno.
I obserwować.
Po trzecim utworze kilka osób wyszło z widowni. Wtedy udało nam się wejść do środka pałacu, do pięknej sali, i wysłuchać koncertu do końca.
A potem pomyślałam o tamtym zdjęciu z drogi z Warmii.
O chmurach, które zatrzymały mnie wtedy na chwilę.
I o tym, że chyba mam słabość do takich momentów, w których niebo mówi:
„Zatrzymaj się. Popatrz.”
Czasem najlepsza część koncertu wcale nie odbywa się na scenie.

Podoba Ci się moja twórczość?

ZOSTAŃ PATRONEM

Dodaj komentarz