Obejrzałam wczoraj film Anioł Stróż z Keanu Reevesem w roli głównej (Oryginalny tytuł: Good Fortune).
Wyszłam z kina zmęczona.
Film ratowała tylko obecność Keanu.
Pomysł ciekawy, ale fabuła męcząca.
Rok temu obejrzałam Substancję z Demi Moore.
I znów – film ratowała tylko obecność Demi.
Pomysł na film ok, ale sceny, fabuła… męcząca.
A mimo to te filmy wracają. Wracają w myślach. Nie w scenach, nie w obrazach ale w pytaniach, które zostawiają.
Może nawet nie jestem już tą samą osobą po ich obejrzeniu. A może właśnie bardziej sobą. O ile w ogóle można być „bardziej sobą”.
Jeden film o dążeniu do wiecznej młodości i o tym, co kryje się pod jej maską.
Drugi o tym, co mamy, co możemy docenić i jak układać nasze życie bez magicznej różdżki.
Bo przecież różnych aniołów spotykamy na swojej drodze. Nie zawsze mają skrzydła.
Czasem po prostu przypominają, że warto zatrzymać się i zobaczyć siebie.
Nie zawsze łatwo pogodzić się z upływem czasu albo z akceptacją tego, co mamy i czego nie mamy.
Ale to my, każdy z nas wybiera, czy walczyć z tym, co jest albo rozpaczać nad tym czego nie ma, czy wziąć karty, które dostaliśmy i grać dalej . Z nadzieją i ciekawością. Czy to łatwe? To zależy.
Ale co nam szkodzi spróbować i iść przez życie z ciekawością tego co czeka tuż za rogiem, za kolejnym zakrętem.
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM