Są takie momenty, kiedy los postanawia sprawdzić, czy mamy w sobie więcej wdzięku baletnicy czy akrobacji kogoś kto niespodziewanie wpadł w krzaki.
Kiedyś na Warmii w pięknych okolicznościach przyrody robiłysmy sesje zdjęciową. Piękna scena. Ja w sukience, wiatr we włosach, artystyczny klimat pełną parą. Cofam się o dwa kroki… i nagle… łup. Ja kontra grawitacja. Pantofelki poszybowały w górę, ja poszybowalam w dół a z boku pewnie wyglądało to jak jakis performance.
Rok temu w Warszawie… rower, codzienna droga do domu. Czerwone światło na skrzyżowaniu, więc grzecznie się zatrzymuję i nagle… bach! Jakaś dziwna siła ściągnęła mnie w bok. Rower w lewo, ja w prawo i znowu numer akrobatyczny. Tym razem na plecy, prosto w klomb pełen jeżówek i wysokich traw. Niebo nade mną, chmurki płyną, a ja chichoczę jak dziecko, bo nagle ta scena wydała mi się komiczna. Jeszcze tylko ktoś z kamerką samochodową i miałby materiał na TikToka pt. „Mordor, upadek dnia”.
Poleżałam chwilę, pozbierałam siebie, rower i godność . Sprawdziłam czy są straty. Tylko ego lekko obtłuczone więc pojechałam dalej. Z uśmiechem.
Bo takie właśnie jest życie. Raz leżysz w zbożu, raz w jeżówkach. A najważniejsze, że wstajesz i jeszcze potrafisz się z siebie śmiać.
A jaka Tobie przydarzyła się historia z serii: dziwne życie?
Pięknego dnia
P.S.
Jak odnajdę fotkę z moimi bucikami, które szybowały nad warmińskim zbożem to niezwłocznie ją tu pokaże.
A tymczasem na zdjęciu czyjeś pantofelki zagubione gdzieś na ulicach New Delhi w Indiach. Tych Indii z książki „Mała księżniczka”.
Edit:
Mam już fotkę moich butów, chyba jeszcze z czasu zanim zaczęły latać
Dodaje zatem fotkę do tego wpisu.
Dziękuję Kasiu Katarzyna Gapska psychoterapia i fotografoterapia za zrobienie i przysłanie fotki oraz współtworzenia takich pięknych wspomnień
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM