Słońce chyli się ku zachodowi ale na tej wyspie to nie jest cichy zachód.
Zamykam oczy i zamiast obrazów chłonę dźwięki.
Najpierw słyszę ptaki. Śpiewają czysto, lekko i radośnie.
Ich melodie przypominają mi wiersz z dzieciństwa, „Ptasie radio”…
Pamiętasz ten wiersz?
Tijo, trijo, tru lu lu lu lu…
A potem słyszę coś zupełnie innego.
Głos muezina, który nawołuje do modlitwy. Ten dźwięk jest nieznany, nieoswojony, więc słyszę go po swojemu … jak falę dźwięku, jak „uuu ma aaaa mla…”
Słucham z ciekawością, bez potrzeby rozumienia.
I nagle w tle pojawiają się dzwoneczki. Słychać je coraz bliżej i głośniej.
Znajome dzwięki z zimowej piosenki:
Zima, zima, zima, parska raźno koń, jadę, jadę w świat sankami, sanki dzwonią dzwoneczkami:
dzyń, dzyń, dzyń…
Tylko skąd tu sanki??? Przecież jestem nad oceanem. Bez zimy i bez śniegu.
Zaskakujące, jak pamięć i zmysły potrafią splatać światy, które nigdy się nie spotkały.
Pierwszy raz podziwiam zachód słońca nie oczami a słuchem.
Nowe doświadczenie. Ciche, głębokie i ciekawe.
Gdy otwieram oczy, słońca już nie ma.
Ale jest coś innego…. miękkie światło księżyca.
Pyzaty księżyc w pełni.
Czasem warto zamknąć oczy aby dotrzeć inne rzeczy.
Lubisz zachody słońca? Z czym Ci się kojarzą?
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM
Bardzo lubię zachody słońca („jestem nocnym Markiem” )
Latem czasem zdarzy mi się zobaczyć WSCHÓD SŁOŃCA- są przefajne.
5 lat temu byłam z moimi cudownymi koleżankami
( Gienia i Wicia )
Nad zalewem na Rejowie w Skarżysku kamienna.
Dotrwałysmy tam do Zachodu słońca :
Słoneczko odbijało się wodzie …….
Cudowne zjawisko 🤣
Patrzyłam z zachwytem.