You are currently viewing Taxi!

Taxi!

Z portu do willi jest niedaleko, więc możemy iść pieszo, ale perspektywa taszczenia bagaży w upale nie brzmi jak przyjemna przygoda.
Bo kiedy żar leje się z nieba, „niedaleko” potrafi nagle zrobić się… znacznie dalej.
Rozglądamy się za taxi. Odruchowo bo przecież to oczywiste, że gdzieś powinien być samochód, który nas zabierze.
I wtedy przychodzi to małe zdziwienie…
Bo nie ma samochodów.
Ani tych „bardziej eko”, ani „nowoczesnych”, ani „zgodnych z normami”.
Nie ma ich wcale.
Są za to rowery, na których można się snuć, nie spieszyć, patrzeć.
Są skutery, które wydają się trochę niecierpliwe, trochę zbyt głośne, ale wpisane w rytm wyspy.
I są zaprzęgi konne…
jakby czas gdzieś po drodze zapomniał przyspieszyć i zatrzymał się na chwilę w innym wieku.
Myślę sobie … czy to nie jest niezwykłe, że w tym rozpędzonym świecie są jeszcze miejsca, gdzie nic nie musi pędzić?
I coś we mnie też zwalnia.
Bo może nie wszystko musi być szybciej ani tak jak zwykle i może nie każda droga potrzebuje silnika.
Może ciężar walizki to nie problem, tylko zaproszenie, żeby poczuć, gdzie naprawdę jestem.
Zatrzymujemy bryczkę.
Walizki jadą dalej, do willi, która przez kilka dni stanie się naszą oazą.
A my idziemy.
Trochę spocone i trochę zdyszane. Ale bardziej obecne.
W głowie już kiełkują plany na rowery, spacery, muszle zbierane przy brzegu, wschody i zachody słońca…

Czasem brak czegoś nie jest brakiem.
Może być przestrzenią do zobaczenia innych możliwości.

Podoba Ci się moja twórczość?

ZOSTAŃ PATRONEM

Dodaj komentarz