Uwielbiam takie miejsca.
Wzgórze, miękkie światło a w dolinie soczysta zieleń prawie po horyzont.
Siedzę spokojnie i obserwuję, jak natura uspokaja ciało szybciej niż jakiekolwiek słowa. Zieleń naprawdę koi układ nerwowy. Czuję to zawsze bardzo wyraźnie.
Przed nami małe kubeczki ustawione w rzędzie. Degustacja indonezyjskich kaw i herbat, od klasycznych po nieznane mi jak np. kawa z awokado albo herbata z mangosteen. Każdy łyk ma w sobie kawałek tej wyspy.
Lubię takie momenty, kiedy mogę smakować miejsce powoli.
Lubie zapamiętywać podróż nie tylko zdjęciami, ale też zapachem i smakiem.
Po degustacji wybieram to, co zabiorę ze sobą do Polski.
Kawę waniliową i herbatę cytrynową.
Bo przywożenie smaków z podróży jest dla mnie jak robienie sobie małych mostów do wspomnień. Potem, już w codzienności, wystarczy jeden łyk i wracam tam na chwilę całą sobą.
Dziś weekendowy poranek czyli cisza i wolniejsze tempo.
Otwieram paczkę waniliowej kawy i… przeżywam zaskoczenie.
Kawa rozpuszczalna. Myślałam, że będzie mielona a jest rozpuszczalna. Hmmm przecież nie widziałam w Indonezji jej przed przygotowaniem a już gotową podaną do picia. Umysl jednak stworzył jakiś obraz i oczekiwanie.
Uśmiechnęłam się.
Przygotowuję ją dokładnie według instrukcji i po chwili trzymam w dłoniach gorący napar o tym samym smaku, który piłam wtedy na wyspie.
I nagle wszystko wróciło. Smaki, zapachy kolory, ciepłe promienie słońca na twarzy.
Indonezja pozostanie dla mnie już na zawsze krajem błękitnego oceanu, spotkań z żółwiami wodnymi, rytuałów, pól ryżowych… i kawy rozpuszczalnej.
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM