Siedzę na plaży gdzieś na końcu świata i patrzę na ocean. Kolor wody jest niesamowicie niebieski… tak intensywny, że przez chwilę mam wrażenie, że moje oczy przestają być brązowe i przyjmują błękitny odcień.
Słucham szumu fal i obserwuję dzieci, które bawią się na brzegu.
Te najmniejsze biegają tylko po piasku i nie wchodzą do wody. Większe zanurzają stopy, sprawdzają granice. A te najstarsze… łapią fale. Stoją na deskach surfingowych i rozmawiają z wiatrem.
Nie widzę dorosłych a jednak czuję obecność zasad. Niewidzialnych, ale obecnych zasad.
Dzieci wiedzą, ile mogą. Wiedzą, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna szacunek do żywiołu.
I nagle mam wrażenie, że gdzieś między nimi przemyka ona:
Pipi Langstrumpf.
Wolna i nieokiełznana. Pamiętasz ją? To ta dziewczynka, która nie pyta o pozwolenie, ale zna swoje granice. Ta, która ufa światu i sobie jednocześnie.
Dzieci bawią się razem, bez ekranów i bez pośpiechu. I wygląda na to, że to wystarcza. Że to jest pełnia, pełnia szczęścia.
Zauważam jak jeden z chłopców, sześcio- a może siedmio letni, zmęczony zabawą, położył się na murku w cieniu drzewa i po prostu zasnął.
Bez materaca i bez poduszki. Tak po prostu.
Ja też zwalniam tempo. Piję wodę z kokosa i cieszę się pięknym dniem i wszystkim wokół.
Powietrze smakuje spokojem i słoną bryzą.
Czuję, że to ten rodzaj chwili, w której nic nie trzeba udowadniać, nadrabiać ani nigdzie zdążyć.
„Nic nie muszę. Wszystko mogę.”
Może właśnie o to chodziło Pipi… żeby żyć tak, jakby świat był miejscem do odkrywania, a nie do kontrolowania.
Po tej myśli zasnęłam na plaży i spałam jak dziecko. A gdy się obudziłam pomyślałam , że każda z nas ma w sobie swoją Pipi.
Pytanie tylko, czy pozwalamy jej wybiec na plażę.
Podoba Ci się moja twórczość?
ZOSTAŃ PATRONEM