Pączek
Jak niemal w każdą niedzielę rano poszłam z przyjaciółką do lasu.Beata przyniosła dla nas po pączku. Ale nie takim zwykłym, kupionym przy okazji w markecie. To był pączek wyjątkowy zarówno w smaku, jak i w uważności, która za tym stała. Dzień wcześniej pojechała na bazarek do pani, która od lat robi pączki domowym sposobem. Z drożdżowego ciasta, z prawdziwymi śliwkowymi powidłami, bez pośpiechu i bez skrótów.Usiadłyśmy nad wodą. Wokół las. Śpiew ptaków.My i dwa pączki ze śliwkowym nadzieniem.I nagle poczułam wdzięczność za całą drogę, którą ten pączek musiał przejść, żeby znaleźć się w moich dłoniach.Za kobietę, która go upiekła. Za zboże dojrzewające w słońcu. Za rolnika, który je zasiał.Za dłonie, które zamieniły ziarno w mąkę.Za kury i jajka, które trafiły do ciasta.Za śliwy uginające się pod owocami.I za przyjaciółkę, która zadbała o to, byśmy mogły przeżyć tę piękną chwilę.Zjadłyśmy powoli,…