Zaczarowany ogród
Rozmawiałam wczoraj z pięknymi, mądrymi kobietami. Kobietami, które niosą w sobie całe ogrody, choć czasem jeszcze o tym nie wiedzą.Rozmowa popłynęła miękko. Najpierw w stronę zabaw z dzieciństwa.Do śnieżnej zimy i iglo budowanych małymi dłońmi, do występów na scenie, na której serce biło głośniej niż muzyka, do śmiechu przy karaoke, który nie potrzebował perfekcji.A potem wydarzyło się coś niezwykłego.Każda z nas została poproszona, by przypomnieć sobie: jakim kwiatem była wtedy.I nagle zrobiło się… pełno. Tulipany otwierały się nieśmiało i falowały na rozległych, barwnych polach, nagietki świeciły ciepłem jak małe słońca, słoneczniki świeciły własnym blaskiem, cynie stały dumnie w swoich kolorach, mniszek lekarski - ten nasz mleczyk - rozsypywał marzenia na wiatr i aż chciało się go celebrować, malwy rosły wysoko, przy ścianach dawnych domów, szarotki trwały w swojej delikatnej sile, a bluszcz… splatał wszystko, co chciało być razem. I wtedy…