Bieszczadzkie smaki

Jeździ człowiek po świecie. Smakuje życia w wytwornych restauracjach i przy ulicznych straganach.Krewetki, szparagi, naleśniki jedzone gdzieś po drodze, kaczka na różne sposoby.Innym razem pad thai pachnący nocnym miastem albo ryż smażony, który smakuje najlepiej po długim dniu i jeszcze dłuższej drodze.Człowiek zachwyca się smakami świata.I dobrze.Bo świat jest piękny, różnorodny i warto go próbować wszystkimi zmysłami.A potem przyjeżdża w Bieszczady.Siada przy drewnianym stole.Zjada pierogi z serem i młodą kapustką albo gołąbki po lwowsku z kaszą gryczaną. Następnego dnia smakuje żurek albo barszcz na sposób ukraiński a potem placki po bieszczadzku.I nagle przypomina sobie coś bardzo prostego.Że wszędzie dobrze… ale w Polsce najlepiej. Bo są smaki, które karmią nie tylko głód, ale też pamięć, serce i poczucie domu.„Cudze chwalicie, swego nie znacie,sami nie wiecie, co posiadacie.”I może naprawdę warto czasem wrócić do swoich smaków i swoich korzeni. Jakie danie swoim…

2 komentarze

Zaczarowany ołówek

Usiadłam dziś na chwilę. Tak naprawdę tylko na 15 minut, żeby spotkać się ze sobą.A że łatwiej mi usłyszeć własne myśli, kiedy piszę, wzięłam notes i długopis.Pierwszy długopis padł na pierwszym wyrazie.Drugi w ogóle nie podjął współpracy.Trzeci pisał tylko przez chwilę.Czwarty ... hmmm również się poddał.Pomyślałam:„No dobrze… do ilu razy sztuka?”I wtedy wzięłam ołówek. A wraz z nim wróciło wspomnienie z dzieciństwa.„Zaczarowany ołówek”. Pamiętasz?Bajka o chłopcu, który rysował różne rzeczy, a one później stawały się prawdziwe.I pomyślałam sobie, że marzenia są trochę jak obrazy rysowane zaczarowanym ołówkiem w wyobraźni.Najpierw pojawiają się gdzieś cicho w środku. Bez wyraźnych kształtów i ledwie widoczne.Tylko ogólny zarys.A potem, kiedy dajemy im uwagę, słowa i odwagę,powoli zaczynają nabierać realnych kształtów.Może właśnie dlatego czasem tak trudno zacząć pisać.Albo odważyć się marzyć.Bo każde zapisane zdanie, każde marzenie, jest trochę jak pierwszy szkic czegoś, co chce zaistnieć naprawdę.…

1 Komentarz

Most do wspomnień

Uwielbiam takie miejsca.Wzgórze, miękkie światło a w dolinie soczysta zieleń prawie po horyzont.Siedzę spokojnie i obserwuję, jak natura uspokaja ciało szybciej niż jakiekolwiek słowa. Zieleń naprawdę koi układ nerwowy. Czuję to zawsze bardzo wyraźnie.Przed nami małe kubeczki ustawione w rzędzie. Degustacja indonezyjskich kaw i herbat, od klasycznych po nieznane mi jak np. kawa z awokado albo herbata z mangosteen. Każdy łyk ma w sobie kawałek tej wyspy.Lubię takie momenty, kiedy mogę smakować miejsce powoli.Lubie zapamiętywać podróż nie tylko zdjęciami, ale też zapachem i smakiem.Po degustacji wybieram to, co zabiorę ze sobą do Polski.Kawę waniliową i herbatę cytrynową.Bo przywożenie smaków z podróży jest dla mnie jak robienie sobie małych mostów do wspomnień. Potem, już w codzienności, wystarczy jeden łyk i wracam tam na chwilę całą sobą.Dziś weekendowy poranek czyli cisza i wolniejsze tempo.Otwieram paczkę waniliowej kawy i… przeżywam zaskoczenie.Kawa rozpuszczalna. Myślałam,…

0 Komentarzy