Północny wschód
Jadę na północny wschód. Warszawa jest szybka i głośna. A kiedy potrzebuję ciszy to jadę właśnie tam: na północny wschód. W stronę przestrzeni, spokoju i czegoś, co czasem nawet trudno nazwać. I już od samego początku ta podróż pokazuje mi na zewnątrz zmiany, które zachodzą wewnątrz. Najpierw duży dworzec i szybki pociąg IC. Potem przesiadka w Olsztynie, kawa z przesłaniem „Poznajmy się przy kawce” i pociąg regionalny w kierunku Ełku... choć ja wysiadam wcześniej - w Łankiejmach. Ze stacji do miejsca docelowego jeszcze pięć kilometrów. A tam nie ma taksówek, metra ani tramwajów. Umawiam się więc z kimś, kto odbierze mnie z dworca. I nagle przypomina mi się scena z „Ani z Zielonego Wzgórza”, kiedy Ania przyjeżdża do Bright River i czeka na Mateusza, który ma ją zabrać do nowego domu. Uśmiecham się na tę myśl. Może dlatego, że jest…