Sąsiad
Mam pewnego sąsiada. Jak w tej piosence: znamy się tylko z widzenia.... Mówimy sobie zwyczajowe „dzień dobry”. Ale niedawno uświadomiłam sobie, że nawet nie wiem, jak ma na imię.Klasyczna sąsiedzka znajomość. A właściwie to bardziej nieznajomość. Wielkie miasto w pigułce. Wielkie miasto potrafi być mistrzem takich relacji. Blisko, a jednak obok. Często, a jednak wcale. Spotykam go w różnych okolicznościach. W sklepie. Na chodniku. Czasem okazuje się, że w tym samym czasie wpadliśmy do tej samej restauracji. I ostatnio odkryłam pewną prawidłowość a może nieprawidłowość. Kiedy ma na sobie elegancki strój np. marynarkę to jakby włączał się tryb: uprzejmy, szarmancki spokojny, uważny w gestach i słowach. A kiedy zakłada rozciągnięty dres i idzie do sklepu to jakby ktoś podmienił człowieka. Szura nogami. Mruczy pod nosem niecenzuralne słowa. Zdarzyło się nawet, że widziałam jak splunął na chodnik. Przypomniały mi się powiedzenia:„Krawat…