Medytacja na lotnisku
Co się zwykle robi na lotnisku?Czeka.Na boarding. Na komunikat z głośników.Na swoje miejsce w kolejce do bramki. Na moment, w którym wreszcie można ruszyć dalej.A co jeszcze można robić z takich rzeczy, które nie budzą szczególnego zainteresowania służb ochrony lotniska?Przychodzi mi do głowy przynajmniej kilka pomysłów. Ale tym razem moje myśli poszybowały w kierunku Buddy i medytacji.Wyjęłam słuchawki z torebki. Włożyłam je do uszu.Usadowiłam się wygodnie, na tyle, na ile to możliwe na lotniskowej ławeczce.Zamknęłam oczy.Głęboki wdech. Potem wydech. I jeszcze raz.Zanurzyłam się w jedną z najprostszych medytacji. Moją ulubioną:Bodyscan.Świat zewnętrzny powoli się wyciszał.Jakby oddalał się o kilka kroków.Wsłuchiwałam się w swoje ciało i w swój oddech.Miałam poczucie, jakby otaczała mnie niewidzialna osłona.Dźwięki z zewnątrz były przytłumione.Słyszałam własny oddech i bicie swojego serca.Nie wiem, ile upłynęło czasu.Może piętnaście minut a może czterdzieści.Otworzyłam oczy.Świat zewnętrzny był taki sam.Ludzie dalej spieszyli się…