Medytacja na lotnisku

Co się zwykle robi na lotnisku?Czeka.Na boarding. Na komunikat z głośników.Na swoje miejsce w kolejce do bramki. Na moment, w którym wreszcie można ruszyć dalej.A co jeszcze można robić z takich rzeczy, które nie budzą szczególnego zainteresowania służb ochrony lotniska?Przychodzi mi do głowy przynajmniej kilka pomysłów. Ale tym razem moje myśli poszybowały w kierunku Buddy i medytacji.Wyjęłam słuchawki z torebki. Włożyłam je do uszu.Usadowiłam się wygodnie, na tyle, na ile to możliwe na lotniskowej ławeczce.Zamknęłam oczy.Głęboki wdech. Potem wydech. I jeszcze raz.Zanurzyłam się w jedną z najprostszych medytacji. Moją ulubioną:Bodyscan.Świat zewnętrzny powoli się wyciszał.Jakby oddalał się o kilka kroków.Wsłuchiwałam się w swoje ciało i w swój oddech.Miałam poczucie, jakby otaczała mnie niewidzialna osłona.Dźwięki z zewnątrz były przytłumione.Słyszałam własny oddech i bicie swojego serca.Nie wiem, ile upłynęło czasu.Może piętnaście minut a może czterdzieści.Otworzyłam oczy.Świat zewnętrzny był taki sam.Ludzie dalej spieszyli się…

0 Komentarzy

Sąsiad

Mam pewnego sąsiada. Jak w tej piosence: znamy się tylko z widzenia.... Mówimy sobie zwyczajowe „dzień dobry”. Ale niedawno uświadomiłam sobie, że nawet nie wiem, jak ma na imię.Klasyczna sąsiedzka znajomość. A właściwie to bardziej nieznajomość. Wielkie miasto w pigułce. Wielkie miasto potrafi być mistrzem takich relacji. Blisko, a jednak obok. Często, a jednak wcale. Spotykam go w różnych okolicznościach. W sklepie. Na chodniku. Czasem okazuje się, że w tym samym czasie wpadliśmy do tej samej restauracji. I ostatnio odkryłam pewną prawidłowość a może nieprawidłowość. Kiedy ma na sobie elegancki strój np. marynarkę to jakby włączał się tryb: uprzejmy, szarmancki spokojny, uważny w gestach i słowach. A kiedy zakłada rozciągnięty dres i idzie do sklepu to jakby ktoś podmienił człowieka. Szura nogami. Mruczy pod nosem niecenzuralne słowa. Zdarzyło się nawet, że widziałam jak splunął na chodnik. Przypomniały mi się powiedzenia:„Krawat…

4 komentarze

Luty

Rano byłam z przyjaciółką na spacerze w lesie. Jeszcze zima. Jeszcze ziemia twarda i powietrze ostre ale dziś już było inaczej. Nad śniegiem unosiła się lekka mgiełka zapowiadająca zmianę stanu skupienia.Ptaki śpiewają już inaczej jakby wiedziały coś, czego my dopiero się domyślamy. Czuć wiosnę w powietrzu. Jeszcze nie w kalendarzu ale w powietrzu już tak. Na ścieżce zauważyłam ślad, który ułożył się w charakterystyczny znak serca. Przypadek? Może tak a może nie. Ale są takie chwile, których nie chce się tłumaczyć. Chce się je przyjąć, poczuć i przeżyć. Wracając do domu słuchałam w samochodzie audycji „Koncert życzeń”. I nagle poczułam się jak w dzieciństwie, gdy w każdą niedzielę w telewizji był koncert życzeń. Poczułam tamtę prostotę wzruszeń. Chyba robię się bardziej sentymentalna. Z życzeń płynęło dużo serdeczności. Popłynęły życzenia urodzinowe, imieninowe, dla par z okazji rocznic relacji. Trochę nieśmiałe, trochę…

0 Komentarzy

Zima

Wracałam w grudniu z Warmii, tej co to "jeszcze dalej niż północ". Śnieg, zawieja, mróz po pas. Zima w Polsce. Taka zima jaką pamiętam z dzieciństwa. Prawdziwa, śnieg skrzypi pod butami, mróz szczypie w policzki, nie ma kompromisów. Stacja Łankiejmy. Otwarta przestrzeń. Bez poczekalni. Tylko my, tory, śnieg i wiatr. Na stację odwiozła mnie Kasia. Stoimy na stacji, czekamy, śnieg sypie a pociąg nie przyjeżdża. Opóźnienie coraz większe a przede mną jeszcze przesiadka w Olsztynie na InterCity do Warszawy. Według planu w Olsztynie miałabym 30 minut na przesiadkę a tu opóźnienie regionalnego się zwiększa, 30 potem 40 minut i czekamy dalej... Kasia musi już wracać do pracy ale troskliwie dodaje: „słuchaj, jeśli pociąg nie przyjedzie do g. 12 to daj znać i przyjadę po Ciebie na stację". Odpowiadam wtedy ze spokojem, tak ze środka siebie: "Kasiu, o dwunastej to ja…

1 Komentarz