Zaczarowany ołówek

Usiadłam dziś na chwilę. Tak naprawdę tylko na 15 minut, żeby spotkać się ze sobą.A że łatwiej mi usłyszeć własne myśli, kiedy piszę, wzięłam notes i długopis.Pierwszy długopis padł na pierwszym wyrazie.Drugi w ogóle nie podjął współpracy.Trzeci pisał tylko przez chwilę.Czwarty ... hmmm również się poddał.Pomyślałam:„No dobrze… do ilu razy sztuka?”I wtedy wzięłam ołówek. A wraz z nim wróciło wspomnienie z dzieciństwa.„Zaczarowany ołówek”. Pamiętasz?Bajka o chłopcu, który rysował różne rzeczy, a one później stawały się prawdziwe.I pomyślałam sobie, że marzenia są trochę jak obrazy rysowane zaczarowanym ołówkiem w wyobraźni.Najpierw pojawiają się gdzieś cicho w środku. Bez wyraźnych kształtów i ledwie widoczne.Tylko ogólny zarys.A potem, kiedy dajemy im uwagę, słowa i odwagę,powoli zaczynają nabierać realnych kształtów.Może właśnie dlatego czasem tak trudno zacząć pisać.Albo odważyć się marzyć.Bo każde zapisane zdanie, każde marzenie, jest trochę jak pierwszy szkic czegoś, co chce zaistnieć naprawdę.…

1 Komentarz

Most do wspomnień

Uwielbiam takie miejsca.Wzgórze, miękkie światło a w dolinie soczysta zieleń prawie po horyzont.Siedzę spokojnie i obserwuję, jak natura uspokaja ciało szybciej niż jakiekolwiek słowa. Zieleń naprawdę koi układ nerwowy. Czuję to zawsze bardzo wyraźnie.Przed nami małe kubeczki ustawione w rzędzie. Degustacja indonezyjskich kaw i herbat, od klasycznych po nieznane mi jak np. kawa z awokado albo herbata z mangosteen. Każdy łyk ma w sobie kawałek tej wyspy.Lubię takie momenty, kiedy mogę smakować miejsce powoli.Lubie zapamiętywać podróż nie tylko zdjęciami, ale też zapachem i smakiem.Po degustacji wybieram to, co zabiorę ze sobą do Polski.Kawę waniliową i herbatę cytrynową.Bo przywożenie smaków z podróży jest dla mnie jak robienie sobie małych mostów do wspomnień. Potem, już w codzienności, wystarczy jeden łyk i wracam tam na chwilę całą sobą.Dziś weekendowy poranek czyli cisza i wolniejsze tempo.Otwieram paczkę waniliowej kawy i… przeżywam zaskoczenie.Kawa rozpuszczalna. Myślałam,…

0 Komentarzy

See you again!

Za kilka godzin wsiądziemy do samolotu i każda z nas poleci w swoją stronę. Ale zanim lotnisko, samolot i kilkanaście godzin podróży to mamy dwie możliwości. A czasem nawet więcej, tylko jeszcze ich nie widzimy. Wkrótce zachód słońca i dziewczyny z naszej grupy wybierają: basen na dachu hotelu z widokiem na ocean albo plażę.Widok z góry na zachód słońca czy spotkanie twarzą w twarz.Ja wybieram plażę.Dziś wracamy do domu i chcę się pożegnać. Z oceanem, z tym czasem na wyspach i z tą podróżą do siebie pięknie przez Kasię i Agę nazwaną: Intu_nezją.Widziałam już wiele zachodów słońca a jednak każdy z nich zatrzymuje mnie na nowo.Jakby świat mówił:„Popatrz jeszcze raz. To się już nie powtórzy.” W drodze nad ocean spotykamy różnych ludzi, turystów, sprzedawców, dorosłych i dzieci biegające dzieci, nowożeńców podczas sesji zdjęciowej na plaży, młodzież puszczającą latawce. Myślę o…

2 komentarze