Głos
Kilka wątków połączyło mi się dziś w jedną opowieść.Gdy nasza córka była mała, mówiła: kot miauczy, a pies hauczy.Ot, dziecięca logika, która nie potrzebuje słowników ani definicji. Dziś siedziałam w kręgu kobiet i rozmawiałyśmy o głosie. O odwadze mówienia. O słowach, które czasem więzną w gardle i o tych, które chcą wybrzmieć, choć czasem drży przy nich całe ciało.Mówiła ta, która trzymała muszlę. Gdy skończyła mówić, przekazywała muszlę kolejnej kobiecie. Taką prawdziwą, morską muszlę do której przykłada się ucho, żeby usłyszeć szum fal.Słuchałyśmy się uważnie.A kiedy zamykałam oczy, słowa zamieniały się w obrazy.Widziałam kobietę o złotych włosach stojącą pośród falującego zboża. Słyszałam jej głos niosący się daleko ponad polami. Widziałam kobietę o słowiańskiej urodzie przechodzącą przez górski strumień.A potem Greczynkę stojącą w gaju oliwnym.Słyszałam biały śpiew wielu kobiet rozbrzmiewający w Noc Kupały.I pomyślałam, że od tysięcy lat kobiety to robią:siadają…