Głos

Kilka wątków połączyło mi się dziś w jedną opowieść.Gdy nasza córka była mała, mówiła: kot miauczy, a pies hauczy.Ot, dziecięca logika, która nie potrzebuje słowników ani definicji. Dziś siedziałam w kręgu kobiet i rozmawiałyśmy o głosie. O odwadze mówienia. O słowach, które czasem więzną w gardle i o tych, które chcą wybrzmieć, choć czasem drży przy nich całe ciało.Mówiła ta, która trzymała muszlę. Gdy skończyła mówić, przekazywała muszlę kolejnej kobiecie. Taką prawdziwą, morską muszlę do której przykłada się ucho, żeby usłyszeć szum fal.Słuchałyśmy się uważnie.A kiedy zamykałam oczy, słowa zamieniały się w obrazy.Widziałam kobietę o złotych włosach stojącą pośród falującego zboża. Słyszałam jej głos niosący się daleko ponad polami. Widziałam kobietę o słowiańskiej urodzie przechodzącą przez górski strumień.A potem Greczynkę stojącą w gaju oliwnym.Słyszałam biały śpiew wielu kobiet rozbrzmiewający w Noc Kupały.I pomyślałam, że od tysięcy lat kobiety to robią:siadają…

0 Komentarzy

Filmy

Uwielbiam moje coffee mornings czyli poranne lekcje angielskiego z Marią i Izą. Wczoraj poleciałyśmy w rozmowie daleko. Rozmawiałyśmy o długich lotach, zmianach stref czasowych i o tym, jak jet lag potrafi pomieszać dzień z nocą. Przy okazji odkryłam, że mam własną miarę długości lotu. I nie są to ani kilometry ani godziny. Są to filmy. Krótkie loty zwykle nie mają nawet telewizorków a jeśli jest ekran to czasu wystarczy na jeden film. Średnie loty to dwa obejrzane filmy. Długie loty to trzy filmy. A mój najdłuższy lot? To był lot z przesiadką. Dwa filmy, potem trzy filmy. i jeszcze drzemka gdzieś pomiędzy. Lubię takie odkrycia. Każdy z nas mierzy świat po swojemu. W kilometrach, w godzinach, podróżach, w historiach obejrzanych wysoko ponad chmurami, w ciekawych spotkaniach lub w uśmiechach.

0 Komentarzy

Pomidory

Szaro, buro i deszcz stukał o szyby. Opowiadał historię o wszystkich odcieniach szarości.Stałam dzis rano przy oknie, patrzyłam w strugi deszczu i na głos opisywałam ten poranek. Szary czerwiec. Szare niebo. Szary dzień.Wtedy do pokoju weszła moja córka.Spojrzała na mnie i powiedziała:- Mamo, myśl o pomidorach. Pomidory są czerwone.I nagle coś się zmieniło.Jakby ktoś lekko machnął zaczarowaną różdżką. Nagle jakby ktoś wymienił biało czarny telewizor na kolorowy. Magia. To było jak przypomnienie, że nawet gdy świat za oknem wydaje się cały utkany z szarości, gdzieś obok dojrzewają czerwone pomidory.Dobrze mieć w domu taką mądrą kobietę. Taką, która jednym zdaniem potrafi przywrócić barwy światu.❤️ Jesli kiedyś przytłoczy Cię szarość, pomyśl o swoich pomidorach.

0 Komentarzy

Stopy

Śniły mi się dziś stopy. Ludzkie stopy.Najpierw zobaczyłam stopy zmęczone i poranione wędrówką po górach. Takie stopy, które przeszły już wiele ścieżek i niosły historię w każdym swoim śladzie.A potem pojawiły się inne. Szerokie i krótkie jak stopy Hobbita. Te stopy wyglądały na wypoczęte. Kojarzysz Frodo Bagginsa z Władcy Pierścieni?To właśnie takie stopy jak u Frodo widziałam.I przypomniałam sobie sceny z tego filmu. To co było wiodące w tych obrazach to bliskość natury i silne stopy dające oparcie.Przypomniał mi się świat, w którym czuje się ziemię pod stopami. Zobaczylam świat, gdzie bliskość natury jest jego częścią, a nie tylko dodatkiem do życia. Przypomniałam sobie jak przyjemnie jest chodzić boso po trawie. Gdy zamykam oczy to czuję jak poranna rosa przyjemnie osiada na moich nogach. Patrząc na te stopy we śnie, pomyślałam o oparciu.O tym, jak bardzo potrzebujemy dziś czegoś, co…

0 Komentarzy