Kawa Luwak

Idę między olbrzymimi drzewami. Po lewej stronie widzę jak dojrzewa papaja i kakaowiec, po prawej kawa, a kawałek dalej wanilia.Mam wrażenie, że świat oddycha tu inaczej. Głębiej. Wolniej. Zamykam na chwilę oczy i na moment wracam do sadu dziadka.Słyszę ptaki, czuję zapach jabłek nagrzanych słońcem, miękką trawę pod stopami.Otwieram oczy.I znów jestem tutaj. Po drugiej stronie równika.W sadzie, który nie zna jabłoni, ale zna swoje własne owoce.Kilka kroków dalej jest miejsce degustacji kawy i różnych naparow owocowych, które brzmią jak obietnica i zagadka jednocześnie.Hibiskus to wyobrażam sobie bez trudu.Wanilia ... niemal czuję jej smak.Ale mangosteen tea, kawa z awokado czy kawa kokosowa…Tu zaczyna się przestrzeń bez punktu odniesienia.Tu pozostaje zaufać ciekawości i po prostu spróbować i odnaleźć swój smak. A na końcu tej podróży pośród smaków czeka...ona. Słynna. Owiana legendą.Kawa Luwak.Najdroższa kawana świecie. Najbardziej niezwykła w swoim powstawaniu. Najbardziej… dyskusyjna.Bo…

0 Komentarzy

Om Swastiastu!

Pomysł na ten wyjazd powstał w ubiegłym roku. Na początku był tylko zarysem planu. Wiadome było, że Indonezja i kobiety a reszta tej układanki przychodziła krok po kroku. Zapisałam się w ramach prezentu urodzinowego dla siebie samej. Jedni powiedzą: wow. Inni: fanaberia albo że to egoistyczne. Każdy przecież może mieć swoją perspektywę. Pozwól im. Ja jestem ciekawa, o czym będzie ten wyjazd. Jest nas 15 kobiet. W różnym wieku, z różnych miejsc ale w tej wspólnej podróży do siebie. Podróż intensywna. Z przesiadką w Dubaju i z przekroczeniem równika. Ten równik nie pojawia się tu przypadkiem. Jest symboliczny ale ten symbol jest dla każdej z nas pewnie trochę inny. W tej podróży symboli jest więcej i pojawiają się we właściwym momencie. Do willi na Bali dotarłyśmy już po zmroku. A jednak nawet na pograniczu dnia i nocy czułam piękno tego…

0 Komentarzy

Kwiat wiśni

Idę z psem przez Warszawę i czuję w powietrzu zapach kwiatów wiśni. Czujesz to ?To jak czas małej Japonii, kraju kwitnącej wiśni.Uwielbiam ten zapach.A dzięki różnorodności, jaką mamy w Polsce, możemy doświadczać wielu światów naraz.Jest moment na naszą małą Japonię, są też alpejskie łąki pełne krokusów niczym w Alpach.Latem rozkwitają lawendowe pola jak w Prowansji , fioletowe, miękkie i pachnące.A potem przychodzi jesień. Złota, głęboka, nasycona barwami jak w Nowej Anglii. Kojarzysz te pocztówki ze złotymi i czerwonymi drzewami?Polskie lasy płoną czerwienią, pomarańczem i złotem. Najbardziej jesienią lubię klony.Widoki w Bieszczadach spokojnie mogą konkurować z tymi z pocztówek.Niektóre kraje słyną z jednego obrazu a my mamy ich wiele.I myślę sobie, że Polska ma w sobie coś z podróży bez ruszania się z miejsca.Wystarczy trafić na właściwy moment.Jak tu nie kochać Polski?

0 Komentarzy

Zaczarowany ogród

Rozmawiałam wczoraj z pięknymi, mądrymi kobietami. Kobietami, które niosą w sobie całe ogrody, choć czasem jeszcze o tym nie wiedzą.Rozmowa popłynęła miękko. Najpierw w stronę zabaw z dzieciństwa.Do śnieżnej zimy i iglo budowanych małymi dłońmi, do występów na scenie, na której serce biło głośniej niż muzyka, do śmiechu przy karaoke, który nie potrzebował perfekcji.A potem wydarzyło się coś niezwykłego.Każda z nas została poproszona, by przypomnieć sobie: jakim kwiatem była wtedy.I nagle zrobiło się… pełno. Tulipany otwierały się nieśmiało i falowały na rozległych, barwnych polach, nagietki świeciły ciepłem jak małe słońca, słoneczniki świeciły własnym blaskiem, cynie stały dumnie w swoich kolorach, mniszek lekarski - ten nasz mleczyk - rozsypywał marzenia na wiatr i aż chciało się go celebrować, malwy rosły wysoko, przy ścianach dawnych domów, szarotki trwały w swojej delikatnej sile, a bluszcz… splatał wszystko, co chciało być razem. I wtedy…

1 Komentarz