Wędrujące kamienie

Słyszałaś kiedyś o wędrujących kamieniach? Może myślisz, że to mit albo jakaś miejska legenda… Znalazłam dziś w Warszawie, koło metra Wilanowska, ten oto kamień z Iławy. Zabrałam go na przejażdżkę metrem do centrum w okolice Pałacu Kultury i Nauki. I tak sobie myślę, że ja – wychowana na bajkach o wędrowcach: o Koziołku Matołku, co ruszył do Pacanowa, o Pyzie Wędrowniczce, co poznawała świat, o Stasiu i Nel, którzy byli W pustyni i w puszczy, o baśniach tysiąca i jednej nocy - że to właśnie ja znalazłam taki symboliczny kamień z rysunkiem i podpisem PKiN. To jak list od Wszechświata. Przypadek? Nie sądzę. Bo ja też kiedyś przywędrowałam do Warszawy. Wszystko jest po coś ale nie zawsze od razu wiadomo po co. Kamień ruszył dalej w drogę. Niech znajdzie kolejnego wędrowca. A ja z ciekawością ruszam w swoją drogę.

0 Komentarzy

Jabłko

W tym tygodniu dostałam od koleżanki w pracy jabłko. Zwykłe a jednak niezwykłe. Piękne, rumiane i pachnące polskim sadem. Ten mały gest przeniósł mnie myślami do wczesnego dzieciństwa, gdy jeszcze żyła moja prababcia. Zawsze, gdy nas odwiedzała, to w kieszeni fartucha miała dla dzieci jakiś skarb. Nie były to zabawki, modne ubrania ani błyszczące drobiazgi. To były dary natury. Latem świeże owoce, zimą suszone jabłka albo bułeczki zrobione jej rękami. Te prezenty pachniały i smakowały sadem, Polską (choć wtedy chyba jeszcze tego nie wiedziałam co to Polska) , ciepłem i miłością. Były jak szept: „pamiętam o tobie”, jak dotyk dłoni, jak serdeczny uśmiechu, który zostaje w sercu na długo. Dziś myślę, że w takich drobnych, czułych gestach mieszka prawdziwa moc. Moc, która karmi duszę . Karmi nie tylko jabłkiem, ale pamięcią, wdzięcznością i miłością. A Ty? Co pamiętasz ? Jakie…

0 Komentarzy

Muzyka, która wraca

Rok temu, jesienią, szłam przez park w stronę Teatru Królewskiego w Starej Oranżerii. Szłam na wyjątkowy koncert Hanki Wójciak z zespołem S.H.A. Wyjątkowy koncert w wyjątkowym miejscu. Wokół jesień i wirujące liście a ja po drodze symbolicznie przywitałam się z Chopinem, mijając jego pomnik. Zatrzymałam się na chwilę i patrzyłam jakby coś we mnie chciało zapamiętać tę chwilę. Dziś to wspomnienie wróciło. Może dlatego, że w Warszawie trwa Konkurs Chopinowski a może dlatego, że wreszcie słucham tej muzyki naprawdę. W poprzednich latach chyba nie byłam gotowa. Chopin wydawał się delikatny, zbyt prawdziwy, zbyt blisko serca. A teraz… słucham go całą sobą. Jakby jego dźwięki znały moje historie. Pamiętam też letnie koncerty w Łazienkach Królewskich gdy w powietrzu unosił się zapach lata, zapach trawy i drzew a na powiekach przysiadały ciepłe promienie słońca. Pamiętam jak cudnie w tym letnim powietrzu unosiła…

0 Komentarzy

Konkurs Chopinowski i śliwki pod kruszonką

Jak zamknę jedno oko i przymknę drugie to śliwki przygotowane pod kruszonkę wyglądają jak klawisze fortepianu.Błyszczące, ułożone w rzędach czekają, aż przykryje je słodka, chrupiąca kruszonka, która spada na nie jak melodia. W Warszawie trwa Konkurs Chopinowski. Wielkie święto muzyki, pasji, delikatności i siły palców, które dotykają klawiszy z taką czułością. Dotykają tak jakby chciały powiedzieć światu coś, czego nie da się wypowiedzieć słowami. Nie jestem muzykiem.Ale czy trzeba nim być, by słuchać całym sercem?By w przerwie między jednym a drugim występem układać śliwki w formie, posypywać je kruszonką i czuć, że życie ma swój własny rytm? Czasem gra w tonacji dur a czasem w mol. A tak na marginesie to zastanawiające.... czy Fryderyk Chopin lubił śliwki pod kruszonką, ? hmmm .... W zeszły weekend piekłam śliwki. A w ten położyłam się na macie z kolcami , takiej macie do…

0 Komentarzy