Droga

Wszystkie zdjęcia mogą być piękne i mogą być fajnym wspomnieniem, ale te z drogą poruszają mnie najmocniej. Widać, ile już za nami kroków, zakrętów, czasem chwil zwątpienia i zachwytu. Widać ile cichej odwagi i wytrwałości, by dotrzeć do miejsca, w którym jesteśmy dziś. Bo droga ma w sobie coś więcej. To ślad naszych decyzji, rozmów, czasem chwil, w których chcieliśmy zawrócić a także tych w których pewnie kroczyliśmy przed siebie. Patrzę na moje zdjęcie i widzę nie tylko przebytą drogę, ale i siebie. Dojrzalszą, spokojniejsz. A Ty gdy patrzysz na swoją drogę, to co w niej dostrzegasz ?

0 Komentarzy

Dziwne życie

Są takie momenty, kiedy los postanawia sprawdzić, czy mamy w sobie więcej wdzięku baletnicy czy akrobacji kogoś kto niespodziewanie wpadł w krzaki. Kiedyś na Warmii w pięknych okolicznościach przyrody robiłysmy sesje zdjęciową. Piękna scena. Ja w sukience, wiatr we włosach, artystyczny klimat pełną parą. Cofam się o dwa kroki... i nagle… łup. Ja kontra grawitacja. Pantofelki poszybowały w górę, ja poszybowalam w dół a z boku pewnie wyglądało to jak jakis performance. Rok temu w Warszawie... rower, codzienna droga do domu. Czerwone światło na skrzyżowaniu, więc grzecznie się zatrzymuję i nagle... bach! Jakaś dziwna siła ściągnęła mnie w bok. Rower w lewo, ja w prawo i znowu numer akrobatyczny. Tym razem na plecy, prosto w klomb pełen jeżówek i wysokich traw. Niebo nade mną, chmurki płyną, a ja chichoczę jak dziecko, bo nagle ta scena wydała mi się komiczna. Jeszcze…

0 Komentarzy

Pierwszy coaching

Uwielbiam weekendowe rozmowy przy śniadaniu. Bez pośpiechu. Z kubkiem kawy i przestrzenią na wspomnienia. Ostatnio, właśnie przy takiej porannej pogawędce, wróciła do mnie historia z dzieciństwa. Z dawnych lat, gdy jeszcze nie chodziłam do szkoły i często bywałam u Babci Gieni. Babcia miała kurki i koguta. A wśród nich był też mały liliputek. Mały ale z wielkim charakterem. Był zadziorny i odważny. Wiecie... taki postrach dzieci. Często próbował mnie dziobać. A gdy nie mógł dosięgnąć z ziemi, wdrapywał się na drabinę i skakał mi na głowę. Uciekałam wtedy do Babci z krzykiem, a czasem ze łzami. A ona patrzyła na mnie z troską i pytała spokojnie: „I co z tym zrobić? No co?” To pytanie powtarzało się kilka razy. Aż któregoś dnia odpowiedziałam sama: „Wiem. Wezmę bacik i go pogonię.” I tak zrobiłam. Od tamtej pory mogłam chodzić po podwórku…

0 Komentarzy

Rower i tęcza

Plan był inny. Wyjazd miał być dziś, ale przesunął się o jeden dzień. I nagle powstała przestrzeń. Taka nieplanowana, a jednak jak się okazało potrzebna. Niedawno w moim rowerze uszkodziła się dętka ale nie miałam czasu jej naprawić. Trochę jakby droga stanęła. Nie mogłam jeździć do pracy rowerem ani w inne miejsca gdzie zwykle jadę rowerem. Była w tym bezsilność i złość, ale też okazja, by odłożyć pośpiech oraz poszukać innych środków transportu. A dziś z racji przełożonego wyjazdu to miałam czas, żeby zaprowadzić rower do serwisu. Dałam mu nowe tchnienie, nową dętkę, nowe koło do obrotu. Kiedy wracałam rowerem z serwisu to znów poczułam wiatr we włosach. Smakowało to jak wolność. Jak oddech po burzy. Jak tęcza, która nagle gdy dojechałam do domu to pojawiła się u nas na ścianie. Niektóre nieoczekiwane zmiany są dobre. Tworzą miejsce na rzeczy,…

0 Komentarzy