Placek ze śliwkami

Przypomniała mi się ostatnio ta kultowa scena z „Czterdziestolatka”. Pamiętacie? Charakterystyczny głos Ireny Kwiatkowskiej i słowa:„O proszę pani, widzę, że pani nie zna podstawowych zasad współżycia rodzinnego. Co robi prawdziwa kobieta w sytuacji trudnej, napiętej, stresowej?Piecze placek ze śliwkami!!Wszyscy dookoła szaleją, biegają z kąta w kąt, popłakują po kątach.A ona nic…Wypieka.Po chwili zapach roznosi się po całym domostwie i centralny układ nerwowy nastawia się na trawienie, a nie na przeżywanie jakichś abstrakcyjnych problemów”.Brzmi jak całkiem niezły przepis na sukces. Więc kiedyś pomyślałam:A co mi szkodzi, spróbuję.I tak, co jesień, wypiekam śliwki pod kruszonką.Czy świat dzięki temu staje się lepszym miejscem?Tego nie wiem.Ale jedno mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością: Świat nadal istnieje. Masz jakieś wątpliwości??A był już koniec świata?Nie było.A widzisz! Czyli metoda działa. A jeśli przy okazji pachnie w domu śliwkami i cynamonem, to chyba nie ma się już czego…

0 Komentarzy

Koncert

Wracałam kiedyś z Warmii do Warszawy i niebo zrobiło wtedy taki spektakl z chmur, że aż musiałam się zatrzymać i zrobić zdjęcie.Dziś znów trafił mi się podobny spektakl. Tym razem jednak niebo było tylko częścią historii.Byłam ze znajomą na koncercie w pałacu. Ale zanim weszłyśmy na koncert, doznałyśmy i kultury i awantury. Pojechałyśmy wcześniej, bo wokół pałacu jest piękny park. Idealne miejsce na spacer, rozmowę i trochę ruchu wśród natury. Koncert miał być o 17:00, więc miałyśmy ponad godzinę na nasze pogaduchy i niespieszne wędrowanie.Kiedy zbliżała się 17:00, ruszyłyśmy w stronę pałacu i dziesięć minut przed koncertem byłyśmy gotowe wejść, usiąść i zasłuchać się w muzykę.Zapowiadało się wspaniale.Czterech muzyków: skrzypce, drugie skrzypce, altówka i wiolonczela.Tylko że… drzwi były zamknięte.Przy klamce napis:„Aby otworzyć, przekręć w lewo”.Przekręcałyśmy ale drzwi ani drgnęły.Kilka czy kilkanaście osób za nami również poczuło podobne ukłucie rozczarowania.W końcu…

0 Komentarzy

Pączek

Jak niemal w każdą niedzielę rano poszłam z przyjaciółką do lasu.Beata przyniosła dla nas po pączku. Ale nie takim zwykłym, kupionym przy okazji w markecie. To był pączek wyjątkowy zarówno w smaku, jak i w uważności, która za tym stała. Dzień wcześniej pojechała na bazarek do pani, która od lat robi pączki domowym sposobem. Z drożdżowego ciasta, z prawdziwymi śliwkowymi powidłami, bez pośpiechu i bez skrótów.Usiadłyśmy nad wodą. Wokół las. Śpiew ptaków.My i dwa pączki ze śliwkowym nadzieniem.I nagle poczułam wdzięczność za całą drogę, którą ten pączek musiał przejść, żeby znaleźć się w moich dłoniach.Za kobietę, która go upiekła. Za zboże dojrzewające w słońcu. Za rolnika, który je zasiał.Za dłonie, które zamieniły ziarno w mąkę.Za kury i jajka, które trafiły do ciasta.Za śliwy uginające się pod owocami.I za przyjaciółkę, która zadbała o to, byśmy mogły przeżyć tę piękną chwilę.Zjadłyśmy powoli,…

1 Komentarz

Głos

Kilka wątków połączyło mi się dziś w jedną opowieść.Gdy nasza córka była mała, mówiła: kot miauczy, a pies hauczy.Ot, dziecięca logika, która nie potrzebuje słowników ani definicji. Dziś siedziałam w kręgu kobiet i rozmawiałyśmy o głosie. O odwadze mówienia. O słowach, które czasem więzną w gardle i o tych, które chcą wybrzmieć, choć czasem drży przy nich całe ciało.Mówiła ta, która trzymała muszlę. Gdy skończyła mówić, przekazywała muszlę kolejnej kobiecie. Taką prawdziwą, morską muszlę do której przykłada się ucho, żeby usłyszeć szum fal.Słuchałyśmy się uważnie.A kiedy zamykałam oczy, słowa zamieniały się w obrazy.Widziałam kobietę o złotych włosach stojącą pośród falującego zboża. Słyszałam jej głos niosący się daleko ponad polami. Widziałam kobietę o słowiańskiej urodzie przechodzącą przez górski strumień.A potem Greczynkę stojącą w gaju oliwnym.Słyszałam biały śpiew wielu kobiet rozbrzmiewający w Noc Kupały.I pomyślałam, że od tysięcy lat kobiety to robią:siadają…

0 Komentarzy