Taxi!

Z portu do willi jest niedaleko, więc możemy iść pieszo, ale perspektywa taszczenia bagaży w upale nie brzmi jak przyjemna przygoda.Bo kiedy żar leje się z nieba, "niedaleko” potrafi nagle zrobić się… znacznie dalej.Rozglądamy się za taxi. Odruchowo bo przecież to oczywiste, że gdzieś powinien być samochód, który nas zabierze.I wtedy przychodzi to małe zdziwienie…Bo nie ma samochodów.Ani tych „bardziej eko”, ani „nowoczesnych”, ani „zgodnych z normami”.Nie ma ich wcale.Są za to rowery, na których można się snuć, nie spieszyć, patrzeć.Są skutery, które wydają się trochę niecierpliwe, trochę zbyt głośne, ale wpisane w rytm wyspy.I są zaprzęgi konne…jakby czas gdzieś po drodze zapomniał przyspieszyć i zatrzymał się na chwilę w innym wieku.Myślę sobie ... czy to nie jest niezwykłe, że w tym rozpędzonym świecie są jeszcze miejsca, gdzie nic nie musi pędzić?I coś we mnie też zwalnia.Bo może nie wszystko…

0 Komentarzy

Wyspa żółwi i filozofów

Idę po plaży. Lubię to uczucie gdy stopy zapadają się w miękki piasek.Czasem schodzę na deptak i czytam napisy, które ktoś umieścił na tabliczkach przed wejściem do barów.Niby zwykłe zdania, kilka liter, parę słów a jednak… niektóre jakby rozmawiały z czytelnikiem. Niektóre są zabawne i wywołują uśmiech na twarzy a niektóre zatrzymują na chwilę i brzmią, jakby pisał je ktoś, kto już coś zrozumiał.Zamyśliłam się nad zdaniem:“I see the future in your eyes.”Proste a jednak mówi wiele.Bo może przyszłość nie jest gdzieś daleko. Może jest w tym, jak patrzysz i w tym, co widzisz.W tym, co wybierasz dzisiaj. Potem moje myśli pobiegły do dzisiejszego poranka gdy płynęliśmy na snorkeling.Woda otoczyla nas błękitem i spokojem. Przyjęła nas bez pośpiechu.A potem pojawiły się żółwie. Ciche, dostojne i obecne. Jakby znały odpowiedzi, których my wciąż szukamy.Jakby przypominały, że przyszłość nie musi pędzić. Że…

1 Komentarz

Plaża

Siedzę na plaży gdzieś na końcu świata i patrzę na ocean. Kolor wody jest niesamowicie niebieski… tak intensywny, że przez chwilę mam wrażenie, że moje oczy przestają być brązowe i przyjmują błękitny odcień. Słucham szumu fal i obserwuję dzieci, które bawią się na brzegu.Te najmniejsze biegają tylko po piasku i nie wchodzą do wody. Większe zanurzają stopy, sprawdzają granice. A te najstarsze… łapią fale. Stoją na deskach surfingowych i rozmawiają z wiatrem.Nie widzę dorosłych a jednak czuję obecność zasad. Niewidzialnych, ale obecnych zasad.Dzieci wiedzą, ile mogą. Wiedzą, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna szacunek do żywiołu.I nagle mam wrażenie, że gdzieś między nimi przemyka ona:Pipi Langstrumpf.Wolna i nieokiełznana. Pamiętasz ją? To ta dziewczynka, która nie pyta o pozwolenie, ale zna swoje granice. Ta, która ufa światu i sobie jednocześnie.Dzieci bawią się razem, bez ekranów i bez pośpiechu. I wygląda na…

0 Komentarzy

Kawa Luwak

Idę między olbrzymimi drzewami. Po lewej stronie widzę jak dojrzewa papaja i kakaowiec, po prawej kawa, a kawałek dalej wanilia.Mam wrażenie, że świat oddycha tu inaczej. Głębiej. Wolniej. Zamykam na chwilę oczy i na moment wracam do sadu dziadka.Słyszę ptaki, czuję zapach jabłek nagrzanych słońcem, miękką trawę pod stopami.Otwieram oczy.I znów jestem tutaj. Po drugiej stronie równika.W sadzie, który nie zna jabłoni, ale zna swoje własne owoce.Kilka kroków dalej jest miejsce degustacji kawy i różnych naparow owocowych, które brzmią jak obietnica i zagadka jednocześnie.Hibiskus to wyobrażam sobie bez trudu.Wanilia ... niemal czuję jej smak.Ale mangosteen tea, kawa z awokado czy kawa kokosowa…Tu zaczyna się przestrzeń bez punktu odniesienia.Tu pozostaje zaufać ciekawości i po prostu spróbować i odnaleźć swój smak. A na końcu tej podróży pośród smaków czeka...ona. Słynna. Owiana legendą.Kawa Luwak.Najdroższa kawana świecie. Najbardziej niezwykła w swoim powstawaniu. Najbardziej… dyskusyjna.Bo…

0 Komentarzy