Ci sarà

Jest piękny majowy wieczór. Słyszę, jak przyjaciółka coś nuci. Właściwie to bardziej czuję niż słyszę.I ja zaczynam nucić.Najpierw wewnętrznie, potem cicho, ale już na głos.Jezuuus maaaluuusieeeeenki, leży wśród staaajenki…Pyta mnie: Skąd wiedziałaś, że to właśnie to?Odpowiadam, że po prostu czułam ale też nie kryję zdziwienia: Skąd kolęda w maju?I jeszcze przez dwa dni ta melodia chodzi za mną.Mruczy się sama pod nosem, wraca między śniadaniem a obiadem.Jezuuus maaaluuusieeeeenki, leży wśród staaajenki…Zdarzyło Ci się kiedyś, że jakaś melodia wraca i wraca, i sama się nuci?Tak po cichu przejmuje kawałek dnia?Czujesz to?A dziś rano ta sama przyjaciółka wysłała mi włoskie melodie.Tym razem "Ci sarà" duetu Al Bano i Romina Power.I już nucę pod nosem:... Dopo questa vita che si dimentica di teDopo questo cielo senza…I doceniam bardzo, że jednak nie kolęda w maju.Do grudnia już niedaleko ale na razie maj.Wszystko w swoim…

0 Komentarzy

Bieszczadzkie smaki

Jeździ człowiek po świecie. Smakuje życia w wytwornych restauracjach i przy ulicznych straganach.Krewetki, szparagi, naleśniki jedzone gdzieś po drodze, kaczka na różne sposoby.Innym razem pad thai pachnący nocnym miastem albo ryż smażony, który smakuje najlepiej po długim dniu i jeszcze dłuższej drodze.Człowiek zachwyca się smakami świata.I dobrze.Bo świat jest piękny, różnorodny i warto go próbować wszystkimi zmysłami.A potem przyjeżdża w Bieszczady.Siada przy drewnianym stole.Zjada pierogi z serem i młodą kapustką albo gołąbki po lwowsku z kaszą gryczaną. Następnego dnia smakuje żurek albo barszcz na sposób ukraiński a potem placki po bieszczadzku.I nagle przypomina sobie coś bardzo prostego.Że wszędzie dobrze… ale w Polsce najlepiej. Bo są smaki, które karmią nie tylko głód, ale też pamięć, serce i poczucie domu.„Cudze chwalicie, swego nie znacie,sami nie wiecie, co posiadacie.”I może naprawdę warto czasem wrócić do swoich smaków i swoich korzeni. Jakie danie swoim…

2 komentarze

Zaczarowany ołówek

Usiadłam dziś na chwilę. Tak naprawdę tylko na 15 minut, żeby spotkać się ze sobą.A że łatwiej mi usłyszeć własne myśli, kiedy piszę, wzięłam notes i długopis.Pierwszy długopis padł na pierwszym wyrazie.Drugi w ogóle nie podjął współpracy.Trzeci pisał tylko przez chwilę.Czwarty ... hmmm również się poddał.Pomyślałam:„No dobrze… do ilu razy sztuka?”I wtedy wzięłam ołówek. A wraz z nim wróciło wspomnienie z dzieciństwa.„Zaczarowany ołówek”. Pamiętasz?Bajka o chłopcu, który rysował różne rzeczy, a one później stawały się prawdziwe.I pomyślałam sobie, że marzenia są trochę jak obrazy rysowane zaczarowanym ołówkiem w wyobraźni.Najpierw pojawiają się gdzieś cicho w środku. Bez wyraźnych kształtów i ledwie widoczne.Tylko ogólny zarys.A potem, kiedy dajemy im uwagę, słowa i odwagę,powoli zaczynają nabierać realnych kształtów.Może właśnie dlatego czasem tak trudno zacząć pisać.Albo odważyć się marzyć.Bo każde zapisane zdanie, każde marzenie, jest trochę jak pierwszy szkic czegoś, co chce zaistnieć naprawdę.…

1 Komentarz