Dziesiątki twarzy
Zadzwoniłam niedawno do znajomego. Takiego, co znamy się już chyba od stu lat, takiego sprzed tych wszystkich życiowych "up date'ów". Wiesz co mam na myśli? Odebrał i zapytał na dzień dobry:- „Jakieś urodziny albo imieniny czyjeś są?” Uśmiechnęłam się. A potem na krótką chwilę zrobiło mi się cicho w środku. Czułam jednocześnie radość, że słyszę znajomy głos. Zaskoczenie. I taki miękki, nienachalny smutek. Masz czasem taką mieszankę uczuć? Jakby serce nie mogło się zdecydować, w którą stronę pójść. Czy się cieszyć czy smucić? Czemu to pytanie tak mnie poruszyło? Bo dało do myślenia i przyniosło refleksję, że faktycznie od dłuższego czasu rozmawiamy tylko przy okazji urodzin. Bo było jak małe lustro i jak ten obraz. Patrzę na niego teraz. Dziesiątki twarzy. Jedne wyraźne, inne ledwo naszkicowane. Niektóre patrzą wprost. Inne jakby już spokojnie odchodzą w tło. Relacje też tak wyglądają.…