Bazarek
Obudziłam się wczoraj (w sobotę) bez budzika. Po tygodniu wstawania na komendę dzwonka to takie przebudzenie brzmi jak luksus w czystej postaci. Zielony koktajl na śniadanie i już wiem, że to będzie dobry dzień. Mówię domownikom, że idę chillować na bazarku. Biorę wiklinowy koszyk, w głowie mam listę zakupów i ruszam. Chillout na bazarku. Tak, tak ... naprawdę to lubię i wcale nie waham się z tego korzystać. Nie market, nie przypadkowy sklepik, ale porządny bazarek. Taki, o którym mówi się, że kupisz tam mydło i powidło. Trochę to zakupy, a trochę szwendanie się bez celu. Ma to swój urok. Mam tu swoich ulubionych dostawców, wiem, gdzie są najlepsze ryby, jajka, sery, przyprawy i pieczywo. Kto chce, kupi też ubrania, buty, książki, drobną elektronikę, nasiona, kwiaty czy karmę dla zwierząt. Można spotkać kogoś znajomego z okolicy. Zatrzymać się. Pogadać. A…