Ach, co to był za ślub

Ach, co to był za ślub…Piękni, dojrzali, zakochani.Sylwia i Michał. Żabcia i Strażak.Myślicie, że takie historie zdarzają się tylko w bajkach? A może życie potrafi napisać scenariusz, na który żaden bajkopisarz by nie wpadł?Michała znam jeszcze z ubiegłego tysiąclecia. Wiem, wiem brzmi poważnie i bardzo odlegle, a to po prostu czasy liceum. Sylwię poznałam kilka lat temu.W pierwszą sobotę lipca Anno Domini 2026 wzięli ślub. I to był jeden z tych dni, kiedy z ogromną przyjemnością patrzy się na dwoje ludzi. Słucha, jak wypowiadają słowa przysięgi - pewnie, spokojnie i z czułością. A pomiędzy kolejnymi zdaniami można usłyszeć coś jeszcze. Wzruszenie. Wdzięczność. Świadomość drogi, którą przeszli.Później, już podczas przyjęcia weselnego opowiadali o początku swojej historii. O spotkaniu sprzed kilku lat. O tym, co ich połączyło. O pozornych przypadkach, które z perspektywy czasu wcale przypadkami nie są. O tym, że niektóre…

0 Komentarzy

Czas

Dziś rano alarm w telefonie przypomniał mi, że za pół godziny mam lekcję angielskiego. Środa przyszła zbyt szybko i przez chwilę byłam przekonana, że to jakaś pomyłka. Jak to środa? Przecież dopiero był początek tygodnia.Widocznie kartki w kalendarzu pogubiły się po drodze.Później, w rozmowie z przyjaciółką, odkryłyśmy, że przełom miesiąca również wydarzył się jakby mimochodem i z kwietnia zrobił się lipiec. Ktoś jakby przewrócił kilka stron naraz.I wtedy wróciło do mnie wspomnienie.Stary kirkut. Drzewa. Macewy. Stałam oparta o pień drzewa. Zamknęłam oczy i słuchałam ptaków. Ich śpiew brzmiał wtedy jak opowieść. Jakby powtarzały jedno zdanie:Żyli. Kochali. Byli.Od tamtej chwili często wracam do pytania, czym właściwie jest czas.Może czas nie biegnie po prostej, tylko płynie, przelewa się i wygina jak zegary Salvadora Dali. A może istnieje tylko w naszych kalendarzach, podczas gdy wszystko, co naprawdę ważne, trwa poza nim?Może ci, którzy…

0 Komentarzy

Pączek

Jak niemal w każdą niedzielę rano poszłam z przyjaciółką do lasu.Beata przyniosła dla nas po pączku. Ale nie takim zwykłym, kupionym przy okazji w markecie. To był pączek wyjątkowy zarówno w smaku, jak i w uważności, która za tym stała. Dzień wcześniej pojechała na bazarek do pani, która od lat robi pączki domowym sposobem. Z drożdżowego ciasta, z prawdziwymi śliwkowymi powidłami, bez pośpiechu i bez skrótów.Usiadłyśmy nad wodą. Wokół las. Śpiew ptaków.My i dwa pączki ze śliwkowym nadzieniem.I nagle poczułam wdzięczność za całą drogę, którą ten pączek musiał przejść, żeby znaleźć się w moich dłoniach.Za kobietę, która go upiekła. Za zboże dojrzewające w słońcu. Za rolnika, który je zasiał.Za dłonie, które zamieniły ziarno w mąkę.Za kury i jajka, które trafiły do ciasta.Za śliwy uginające się pod owocami.I za przyjaciółkę, która zadbała o to, byśmy mogły przeżyć tę piękną chwilę.Zjadłyśmy powoli,…

1 Komentarz

Głos

Kilka wątków połączyło mi się dziś w jedną opowieść.Gdy nasza córka była mała, mówiła: kot miauczy, a pies hauczy.Ot, dziecięca logika, która nie potrzebuje słowników ani definicji. Dziś siedziałam w kręgu kobiet i rozmawiałyśmy o głosie. O odwadze mówienia. O słowach, które czasem więzną w gardle i o tych, które chcą wybrzmieć, choć czasem drży przy nich całe ciało.Mówiła ta, która trzymała muszlę. Gdy skończyła mówić, przekazywała muszlę kolejnej kobiecie. Taką prawdziwą, morską muszlę do której przykłada się ucho, żeby usłyszeć szum fal.Słuchałyśmy się uważnie.A kiedy zamykałam oczy, słowa zamieniały się w obrazy.Widziałam kobietę o złotych włosach stojącą pośród falującego zboża. Słyszałam jej głos niosący się daleko ponad polami. Widziałam kobietę o słowiańskiej urodzie przechodzącą przez górski strumień.A potem Greczynkę stojącą w gaju oliwnym.Słyszałam biały śpiew wielu kobiet rozbrzmiewający w Noc Kupały.I pomyślałam, że od tysięcy lat kobiety to robią:siadają…

0 Komentarzy