Taxi!
Z portu do willi jest niedaleko, więc możemy iść pieszo, ale perspektywa taszczenia bagaży w upale nie brzmi jak przyjemna przygoda.Bo kiedy żar leje się z nieba, "niedaleko” potrafi nagle zrobić się… znacznie dalej.Rozglądamy się za taxi. Odruchowo bo przecież to oczywiste, że gdzieś powinien być samochód, który nas zabierze.I wtedy przychodzi to małe zdziwienie…Bo nie ma samochodów.Ani tych „bardziej eko”, ani „nowoczesnych”, ani „zgodnych z normami”.Nie ma ich wcale.Są za to rowery, na których można się snuć, nie spieszyć, patrzeć.Są skutery, które wydają się trochę niecierpliwe, trochę zbyt głośne, ale wpisane w rytm wyspy.I są zaprzęgi konne…jakby czas gdzieś po drodze zapomniał przyspieszyć i zatrzymał się na chwilę w innym wieku.Myślę sobie ... czy to nie jest niezwykłe, że w tym rozpędzonym świecie są jeszcze miejsca, gdzie nic nie musi pędzić?I coś we mnie też zwalnia.Bo może nie wszystko…