Spotkania

Siedziałam w sobotę przy ognisku w Leśnym Zakątku i patrzyłam w ogień. Słuchałam, jak cicho trzaskają iskry i pomyślałam, że chyba najbardziej lubię właśnie takie chwile. Przy ognisku historie płyną inaczej. Jest w nich więcej ciszy i więcej uważności. Mniej pośpiechu. A człowiek staje się jakiś ciekawszy.Może dlatego kilka godzin wcześniej, kiedy zamknęłam książkę „Notatki z podłogi”, pomyślałam o czymś, co zdarzyło mi się drugi raz w tym życiu.Chciałabym poznać człowieka, który ją napisał.Nie tylko przeczytać kolejny wywiad czy obejrzeć zdjęcie na okładce, ale usiąść gdzieś obok, posłuchać, jak opowiada o świecie i o tym, co doprowadziło go do napisania właśnie tej historii.Pierwszy raz miałam takie pragnienie po przeczytaniu „Czarodzieje mogą wszystko”. I to spotkanie rzeczywiście się wydarzyło. Było piękne. Mam nadzieję, że tym razem również los ułoży taką możliwość.Pomyślałam dziś, że mam niezwykły przywilej żyć w czasach, w których…

0 Komentarzy

Ach, co to był za ślub

Ach, co to był za ślub…Piękni, dojrzali, zakochani.Sylwia i Michał. Żabcia i Strażak.Myślicie, że takie historie zdarzają się tylko w bajkach? A może życie potrafi napisać scenariusz, na który żaden bajkopisarz by nie wpadł?Michała znam jeszcze z ubiegłego tysiąclecia. Wiem, wiem brzmi poważnie i bardzo odlegle, a to po prostu czasy liceum. Sylwię poznałam kilka lat temu.W pierwszą sobotę lipca Anno Domini 2026 wzięli ślub. I to był jeden z tych dni, kiedy z ogromną przyjemnością patrzy się na dwoje ludzi. Słucha, jak wypowiadają słowa przysięgi - pewnie, spokojnie i z czułością. A pomiędzy kolejnymi zdaniami można usłyszeć coś jeszcze. Wzruszenie. Wdzięczność. Świadomość drogi, którą przeszli.Później, już podczas przyjęcia weselnego opowiadali o początku swojej historii. O spotkaniu sprzed kilku lat. O tym, co ich połączyło. O pozornych przypadkach, które z perspektywy czasu wcale przypadkami nie są. O tym, że niektóre…

0 Komentarzy

Czas

Dziś rano alarm w telefonie przypomniał mi, że za pół godziny mam lekcję angielskiego. Środa przyszła zbyt szybko i przez chwilę byłam przekonana, że to jakaś pomyłka. Jak to środa? Przecież dopiero był początek tygodnia.Widocznie kartki w kalendarzu pogubiły się po drodze.Później, w rozmowie z przyjaciółką, odkryłyśmy, że przełom miesiąca również wydarzył się jakby mimochodem i z kwietnia zrobił się lipiec. Ktoś jakby przewrócił kilka stron naraz.I wtedy wróciło do mnie wspomnienie.Stary kirkut. Drzewa. Macewy. Stałam oparta o pień drzewa. Zamknęłam oczy i słuchałam ptaków. Ich śpiew brzmiał wtedy jak opowieść. Jakby powtarzały jedno zdanie:Żyli. Kochali. Byli.Od tamtej chwili często wracam do pytania, czym właściwie jest czas.Może czas nie biegnie po prostej, tylko płynie, przelewa się i wygina jak zegary Salvadora Dali. A może istnieje tylko w naszych kalendarzach, podczas gdy wszystko, co naprawdę ważne, trwa poza nim?Może ci, którzy…

0 Komentarzy

Pączek

Jak niemal w każdą niedzielę rano poszłam z przyjaciółką do lasu.Beata przyniosła dla nas po pączku. Ale nie takim zwykłym, kupionym przy okazji w markecie. To był pączek wyjątkowy zarówno w smaku, jak i w uważności, która za tym stała. Dzień wcześniej pojechała na bazarek do pani, która od lat robi pączki domowym sposobem. Z drożdżowego ciasta, z prawdziwymi śliwkowymi powidłami, bez pośpiechu i bez skrótów.Usiadłyśmy nad wodą. Wokół las. Śpiew ptaków.My i dwa pączki ze śliwkowym nadzieniem.I nagle poczułam wdzięczność za całą drogę, którą ten pączek musiał przejść, żeby znaleźć się w moich dłoniach.Za kobietę, która go upiekła. Za zboże dojrzewające w słońcu. Za rolnika, który je zasiał.Za dłonie, które zamieniły ziarno w mąkę.Za kury i jajka, które trafiły do ciasta.Za śliwy uginające się pod owocami.I za przyjaciółkę, która zadbała o to, byśmy mogły przeżyć tę piękną chwilę.Zjadłyśmy powoli,…

1 Komentarz