Czas maków

Dziś myślę o konkretnym punkcie lata. Uwielbiam ten czas. To: czas maków. Jakby świat na chwilę przystanął i zanurzył dłonie w ciepłym świetle. Czas gdy zboża szumią jak opowieści przy ognisku, a maki… maki są jak szept kobiecego serca – czerwone, kruche i niepokorne. Kobiety w tym czasie stają się jak ziemia. Żyzne, cierpliwe, pełne ukrytej mocy. Kobieca dojrzałość nie krzyczy. Ona rozlewa się jak miód - gęsta od życiowych doświadczeń i słodka mądrością ciała i duszy. Czas maków. Czas, gdy nie trzeba już biec, bo wszystko, co najważniejsze, dzieje się w środku.

0 Komentarzy

Jak się dziś czujesz?

Jak się czujesz? Zatrzymało mnie dziś pytanie od dobrej i mądrej znajomej : Jak się czujesz? Niby nic, zwykłe pytanie a jednak ma moc. To pytanie, które potrafi zatrzymać. Sprowadza mnie do tu i teraz. Zmusza, a może raczej zaprasza do wsłuchania się w siebie. Czuję w nim troskę. Zauważenie. Czuję, że pytanie idzie od kogoś, kto nie tylko chce wiedzieć, a bardziej chce być ze mną w tym, co jest. Przyjmuję je z wdzięcznością bo przypomina mi, że jestem ważna. O tym, że moje czucie ma znaczenie. A Ty? Jak się dziś czujesz?

0 Komentarzy

Let it go

Usłyszałam kiedyś na webinarze Ewy Foley historię o mnichu albo szamanie do którego jechali gdzieś bardzo , bardzo daleko, chyba w Meksyku a on długo milczał i w końcu wypowiedział tylko jedno zdanie: "Let it go, let it go. " Tylko tyle. Albo aż tyle. Pomyślałam, hmm.... o czym to może być ?? Wraca to zdanie do mnie często. Ostatnio coraz częściej. Na przykład w sytuacjach gdy chciałabym komuś pomóc a ta osoba nie chce i znajduje mnóstwo wymówek bo nie jest w danym momencie gotowa. I wtedy przychodzi: let it go O czym to wtedy jest? Może o braniu odpowiedzialności za kogoś, kto jej nie chce ? Wyczerpujące. Potrafi przygnieść. Szybko zaczyna boleć kręgosłup. Emocjonalny, psychiczny, duchowy. Bywa, że próbujemy pomóc z dobrej intencji — troski, empatii, miłości . Ale wtedy zaczynamy decydować za tę osobę. Naprawiać za nią.…

0 Komentarzy

Spiżarnia

Wśród zieleni, ciszy i szeptów drzew odkryłam coś prostego, a poruszającego do głębi. Mam w sobie spiżarnię. I jest w niej wszystko, czego potrzebuję. Jest tam spokój, który zna mój rytm. I siła, która nie musi krzyczeć. Są odpowiedzi, które dojrzewały w ciszy. I światło, które pamięta, nawet gdy ja zapominam. Tu jest cierpliwość, odwaga, czułość i siła. To w wewnętrznej spiżarni jest moje “poradzę sobie”, “nie wiem, ale pójdę”. Nie muszę iść po to w świat. To już jest we mnie. Zawsze było . Człowiek to dom i każdy ma swoją spiżarnię. Mniejszą lub większą. Taką, do której warto wracać — codziennie. A Ty… kiedy ostatni raz zajrzałaś/zajrzałeś do swojej wewnętrznej spiżarni? Co by się zmieniło w Twoim życiu, gdybyś zajrzała/zajrzał dziś do swojej spiżarni… z czułością?

0 Komentarzy