Agat różowy
Byłam w sobotę z siostrą w sklepie z kadzidełkami, minerałami i innymi magicznymi drobiazgami. Stanęłam przy półce z kamieniami i nie mogłam oderwać oczu od różowego agatu. Brałam go do ręki. Odkładałam. Znowu oglądałam i znowu odkładałam. Bo… po co mi to? A jednak nie potrafiłam odejść. Coś mnie tam trzymało.Agat był pocięty w plastry. Trochę kojarzył się z delikatnymi plastrami carpaccio. A trochę wyglądał jak coś bajkowego z innego świata.Podnosiłam jeden, drugi… patrzyłam pod światło, zachwycałam się wzorami, które narysowała natura. I znowu odkładałam. Moja wewnętrzna walka musiała być wypisana na twarzy: kupić czy nie kupić? Oto jest pytanie. Lubię rzeczy piękne, ale w domu najbardziej kocham te, które są piękne i użytkowe. W końcu siostra zapytała:- Kupujesz ten agat? Szczerze przyznałam:- Bardzo mi się podoba… ale po co mi on? Emilia odpowiedziała krótko:- Może jako podstawka pod kubek?…