Agat różowy

Byłam w sobotę z siostrą w sklepie z kadzidełkami, minerałami i innymi magicznymi drobiazgami. Stanęłam przy półce z kamieniami i nie mogłam oderwać oczu od różowego agatu. Brałam go do ręki. Odkładałam. Znowu oglądałam i znowu odkładałam. Bo… po co mi to? A jednak nie potrafiłam odejść. Coś mnie tam trzymało.Agat był pocięty w plastry. Trochę kojarzył się z delikatnymi plastrami carpaccio. A trochę wyglądał jak coś bajkowego z innego świata.Podnosiłam jeden, drugi… patrzyłam pod światło, zachwycałam się wzorami, które narysowała natura. I znowu odkładałam. Moja wewnętrzna walka musiała być wypisana na twarzy: kupić czy nie kupić? Oto jest pytanie. Lubię rzeczy piękne, ale w domu najbardziej kocham te, które są piękne i użytkowe. W końcu siostra zapytała:- Kupujesz ten agat? Szczerze przyznałam:- Bardzo mi się podoba… ale po co mi on? Emilia odpowiedziała krótko:- Może jako podstawka pod kubek?…

0 Komentarzy

Pójdziesz do lasu…

W piątek spotkałam się ze znajomą. Miałyśmy w planie kino. Wybrałyśmy mocny film "Wartość sentymentalna" w reżyserii Joachima Triera. Do tego rewelacyjna muzyka Hani Rani. Muzyka, która nie była tylko tłem. Towarzyszyła historii, brzmiała razem z emocjami, prowadziła je, czasem delikatnie, czasem niemal aż boleśnie . Potem miałyśmy jeszcze czas na pogawędkę w kawiarni. Tematów mnóstwo. Ciekawych. Poruszających. Takich, które otwierają kolejne drzwi i kolejne pytania. A ja… ciągle z tego wieczoru słyszę jedno zdanie: Pójdziesz do lasu, przyjdzie odpowiedź. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak ludzie dokonują wyborów. Jak podejmują decyzje. I nad tym, że brak decyzji… też jest decyzją. Myślałam o tym, jak sobie próbujemy pomóc w podjeciu decyzji. Czym się wspieramy. Przyszły mi do głowy różne rzeczy. Między innymi: Rozmowa z kimś bliskim, z kimś z rodziny. Rozmowa z przyjaciółką albo przyjacielem. Czasem z coachem . Czasem…

2 komentarze

Gdy zakwitną krokusy

Czas w ostatnich dniach zachowywał się inaczej. Rozszerzał się, falował i jednocześnie stawał się bardziej abstrakcyjny niż zwykle. 27 stycznia celebrowałam swoje urodziny. Życzenia docierały do mnie z różnych stron, od gór aż po morze, przez Azję i Amerykę, przez różne kraje Europy. Jakby słowa i czas miały skrzydła, znały skróty i nie uznawały granic. Z każdego słowa płynęła serdeczność, a ona nie podlega kalendarzom ani nie zna granic. Poczułam się zauważona i kochana. Dowiedziałam się o istnieniu elitarnych klubów: 20+, 30+, 40+, 50+ 60+, 70+.... 100+ itd. Z dumą i radością przyjęłam awans do kolejnego klubu. To wyjątkowe wyróżnienie. Mam już przecież honorowe członkostwo w niektórych z tych klubów. Czas nie odjął mi niczego a raczej nauczył wybierać to, co ważne. Zdecydowałam, że urodziny w tym roku świętuję przez cały rok . To niesamowity czas. Tego samego dnia rozmawiałam…

3 komentarze

Bazarek

Obudziłam się wczoraj (w sobotę) bez budzika. Po tygodniu wstawania na komendę dzwonka to takie przebudzenie brzmi jak luksus w czystej postaci. Zielony koktajl na śniadanie i już wiem, że to będzie dobry dzień. Mówię domownikom, że idę chillować na bazarku. Biorę wiklinowy koszyk, w głowie mam listę zakupów i ruszam. Chillout na bazarku. Tak, tak ... naprawdę to lubię i wcale nie waham się z tego korzystać. Nie market, nie przypadkowy sklepik, ale porządny bazarek.  Taki, o którym mówi się, że kupisz tam mydło i powidło. Trochę to zakupy, a trochę szwendanie się bez celu. Ma to swój urok. Mam tu swoich ulubionych dostawców, wiem, gdzie są najlepsze ryby, jajka, sery, przyprawy i pieczywo. Kto chce, kupi też ubrania, buty, książki, drobną elektronikę, nasiona, kwiaty czy karmę dla zwierząt. Można spotkać kogoś znajomego z okolicy. Zatrzymać się. Pogadać. A…

0 Komentarzy