Wróble

Obserwuję sikorki. Uwielbiam to. Przylatują do nas co roku i może nawet co roku te same.Czasem mam takie wrażenie, bo pojawiają się późną jesienią i stukają w okno, jakby wiedziały, że kupiliśmy dla nich sporą porcję słonecznika.Mamy czasem też orzechy włoskie ale one wolą słonecznik. Przylatują też kowaliki.I od czasu do czasu grubodziób. Grubodziób.... o ten to potrafi biesiadować. Rozsiada się jegomość, przy pojemniku ze słonecznikiem i je, je, je…Zupełnie inaczej niż sikorki.Sikorki są w ciągłym ruchu. Podlatują, biorą ziarenko i lecą na pobliską sosnę.Tam rozdziobują łupinkę, zjadają nasionko i wracają po następne. A grubodziób siedzi i je, je i je...Rozglądam się czasem za wróblami.Ale od pewnego czasu nigdzie ich nie widzę.Może wyprowadziły się z Warszawy. Kto wie.Widziałam ich za to dużo w Egipcie.Więc może to właśnie te warszawskie się tam przeniosły.Tylko jakby doleciały do Egiptu?Przecież mają takie małe skrzydełka.Może…

0 Komentarzy

Medytacja na lotnisku

Co się zwykle robi na lotnisku?Czeka.Na boarding. Na komunikat z głośników.Na swoje miejsce w kolejce do bramki. Na moment, w którym wreszcie można ruszyć dalej.A co jeszcze można robić z takich rzeczy, które nie budzą szczególnego zainteresowania służb ochrony lotniska?Przychodzi mi do głowy przynajmniej kilka pomysłów. Ale tym razem moje myśli poszybowały w kierunku Buddy i medytacji.Wyjęłam słuchawki z torebki. Włożyłam je do uszu.Usadowiłam się wygodnie, na tyle, na ile to możliwe na lotniskowej ławeczce.Zamknęłam oczy.Głęboki wdech. Potem wydech. I jeszcze raz.Zanurzyłam się w jedną z najprostszych medytacji. Moją ulubioną:Bodyscan.Świat zewnętrzny powoli się wyciszał.Jakby oddalał się o kilka kroków.Wsłuchiwałam się w swoje ciało i w swój oddech.Miałam poczucie, jakby otaczała mnie niewidzialna osłona.Dźwięki z zewnątrz były przytłumione.Słyszałam własny oddech i bicie swojego serca.Nie wiem, ile upłynęło czasu.Może piętnaście minut a może czterdzieści.Otworzyłam oczy.Świat zewnętrzny był taki sam.Ludzie dalej spieszyli się…

0 Komentarzy

Sąsiad

Mam pewnego sąsiada. Jak w tej piosence: znamy się tylko z widzenia.... Mówimy sobie zwyczajowe „dzień dobry”. Ale niedawno uświadomiłam sobie, że nawet nie wiem, jak ma na imię.Klasyczna sąsiedzka znajomość. A właściwie to bardziej nieznajomość. Wielkie miasto w pigułce. Wielkie miasto potrafi być mistrzem takich relacji. Blisko, a jednak obok. Często, a jednak wcale. Spotykam go w różnych okolicznościach. W sklepie. Na chodniku. Czasem okazuje się, że w tym samym czasie wpadliśmy do tej samej restauracji. I ostatnio odkryłam pewną prawidłowość a może nieprawidłowość. Kiedy ma na sobie elegancki strój np. marynarkę to jakby włączał się tryb: uprzejmy, szarmancki spokojny, uważny w gestach i słowach. A kiedy zakłada rozciągnięty dres i idzie do sklepu to jakby ktoś podmienił człowieka. Szura nogami. Mruczy pod nosem niecenzuralne słowa. Zdarzyło się nawet, że widziałam jak splunął na chodnik. Przypomniały mi się powiedzenia:„Krawat…

4 komentarze

Luty

Rano byłam z przyjaciółką na spacerze w lesie. Jeszcze zima. Jeszcze ziemia twarda i powietrze ostre ale dziś już było inaczej. Nad śniegiem unosiła się lekka mgiełka zapowiadająca zmianę stanu skupienia.Ptaki śpiewają już inaczej jakby wiedziały coś, czego my dopiero się domyślamy. Czuć wiosnę w powietrzu. Jeszcze nie w kalendarzu ale w powietrzu już tak. Na ścieżce zauważyłam ślad, który ułożył się w charakterystyczny znak serca. Przypadek? Może tak a może nie. Ale są takie chwile, których nie chce się tłumaczyć. Chce się je przyjąć, poczuć i przeżyć. Wracając do domu słuchałam w samochodzie audycji „Koncert życzeń”. I nagle poczułam się jak w dzieciństwie, gdy w każdą niedzielę w telewizji był koncert życzeń. Poczułam tamtę prostotę wzruszeń. Chyba robię się bardziej sentymentalna. Z życzeń płynęło dużo serdeczności. Popłynęły życzenia urodzinowe, imieninowe, dla par z okazji rocznic relacji. Trochę nieśmiałe, trochę…

0 Komentarzy