Matrix
Piękna dziś pogoda, więc wybrałam się za miasto.Wsiadłam do auta i po krótkim odcinku drogi przypomniałam sobie, że nie wzięłam telefonu z domu.Wracać czy nie wracać – oto jest pytanie.W czasach, w których wszystko mamy „pod ręką”, brak telefonu wydaje się niemal nienaturalny.A jednak… pomyślałam - po co mi on, skoro jadę spotkać się z naturą?Oddychać leśnym powietrzem.Wystawić twarz do słońca.Jadę.Jadę dalej.Na moment pojawia się niepewność, bo przydałaby się nawigacja.Nie ma.Skręcam nie tam, gdzie planowałam.Droga dłuższa… ale bardziej malownicza.Bardziej moja.Dojechałam.Wiosna ma w sobie coś z cudu. Te młode listki, które nie pytają „czy warto”, tylko po prostu się rodzą.Uwielbiam tę cykliczność, to odradzanie.Pięknie jest.Zrobiłabym zdjęcie… ale nie wzięłam telefonu.Więc stoję i patrzę.Naprawdę patrzę.Myślę o tym, jak żyliśmy kiedyś – bez internetu, bez ciągłego „zatrzymywania chwili”. Czuję się przez chwilę jak tacy dziwni ludzie w '95.I nagle… zza drzew, na polanę…